Pindera: Czy przetrwa, jak jego dziadek?

Sporty walki
Pindera: Czy przetrwa, jak jego dziadek?
fot. Facebook

Już w sobotę Tony Bellew będzie bronił pasa WBC w wadze junior ciężkiej walcząc w Liverpoolu z BJ Floresem.

33-letni Anglik jest pewny siebie i uważa, że z łatwością pokona Amerykanina. A później będzie się mógł już szykować do walki  o znacznie większą kasę, z Davidem Haye’em w wadze ciężkiej. Takie są plany Tony’ego Bellew, który dość nieoczekiwanie znokautował w czerwcu Ilungę Makabu i zdobył  wakujący pas WBC.

 

Prawie cztery lata starszy od niego BJ Flores (32-2-1, 20 KO) o światowy tytuł WBA w wersji tymczasowej (interim) walczył w ubiegłym roku z Kazachem Beibutem Szumenowem i przegrał na punkty. To była jego druga porażka, wcześniej pokonał go Australijczyk Danny Green, również decyzją sędziów. Jak dotąd, choć stoczył 35 walk, nikt go nie znokautował.

 

Czy Bellew będzie pierwszym, który tego dokona ? Anglik jest przekonany, że tak właśnie potraktuje byłego sparingpartnera Haye’a. BJ Flores pomagał mu przed walkami z Johnem Ruizem i Władimrem Kliczką. Pierwszy z tych pojedynków Haye wygrał przez nokaut, drugi przegrał na punkty.

 

Flores podkreśla, że pochodzi z twardej rodziny i tak jak jego dziadek, Ralf Flores, przeżył w 1963 roku wypadek lotniczy, a w jego następstwie 49 dni w kanadyjskiej głuszy, tak on przetrwa sobotnie bombardowanie w Liverpoolu.

 

Co do wypadku zgoda, dziadek faktycznie przeżył wypadek dwuosobowej awionetki, którą pilotował i prawie dwa miesiące na mrozie w lasach Yukonu, co było fabułą filmu „Hey, I’m Alive”. Tylko czy pamięć o tym pomoże Floresowi pokonać Bellew, to już inna sprawa. Na pewno nie będzie w tym starciu faworytem, choć pochodzi z bokserskiej rodziny i wie na czym ten sport polega. Treningi pod okiem ojca Franka Floresa, który uczył walki na pięści również jego starszych braci zaczynał bardzo wcześnie, w wieku czterech lat.

 

Owszem, był utalentowanym pięściarzem, mając 18 lat zdobył krajowe „Złote Rękawice” i miał już wtedy sporo ciekawych propozycji, ale wybrał misję religijną do Meksyku, gdzie siedział prawie dwa lata pomagając biednym. Piękna sprawa, ale w bokserskiej karierze z pewnością mu to nie pomogło. Inna sprawa, że o boksie nie zapominał. W Culiacan, gdzie był wolontariuszem, przychodził do sali treningowej pamiętającej czasy Julio Cesara Chavesa Sr i nokautował sparingpartnerów. To tam nazwano go "El Peligroso" (Niebezpieczny).  Po powrocie z Meksyku dwukrotnie wywalczył tytuł mistrza USA (2001 i 2002). Rok później podpisał zawodowy kontrakt.

 

Dziś  ten urodzony w Kalifornii mieszkaniec Missouri jest bardziej dziennikarzem niż pięściarzem, pracuje dla amerykańskich stacji telewizyjnych jako ekspert bokserski, ostatnio komentował igrzyska w Rio de Janeiro.

 

Teraz zdecydował się po raz drugi w życiu walczyć za granicą i  musi się liczyć z tym, że nie będzie to występ zwycięski, podobnie jak ten pierwszy, gdy poleciał do Australii i przegrał z Greenem.

 

Ale bez względu na wynik walki w Liverpoolu świat znów usłyszy o Floresie, a on lubi, gdy się o nim mówi. Kilka lat temu odgrażał się nawet, że stoczy walkę w MMA, ale na pogróżkach się skończyło. Teraz obiecuje, że wygra z Tonym Bellew i odbierze mu mistrzowski pas, ale to też tylko słowa.

 

Jestem przekonany, że przegra i bardzo prawdopodobne, że będzie to jego pierwsza porażka przed czasem.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze