Mecz Ismaily - Nasr Taadeen w ramach czwartej ligi egipskiej nie był jakimś przełomowym wydarzeniem w tamtejszej kulturze. Ci drudzy to beniaminek, który po trzech seriach gier zgromadził okrągłe zero punktów. Nic dziwnego, że nikt nie spodziewał się po gościach dobrego wyniku w starciu z gospodarzem piątkowego spotkania, który w ubiegłym sezonie zajął solidne szóste miejsce w tabeli. Zaczęło się zgodnie z planem, bo gola strzelił Mohamed Mahmoud, lecz w drugiej części niespodziewanie wyrównał Adu.

Piłkarze Ismaily rzucili się do ataku, lecz to stworzyło szansę do kontrataków dla gości. Jeden z takich wypadów powinien zakończyć się tragicznie dla gospodarzy, ale nie wiedzieć czemu nic złego się nie stało! O co poszło? A o to, że bramkarz gospodarzy wyszedł spokojnie z pola karnego - znajdował się gdzieś około dwudziestego metra - i... obronił strzał, jakby znajdował się w "szesnastce"! Można to nazywać odruchem - jasne, ale najbardziej dziwi reakcja, a raczej jej brak, wśród przeciwników oraz sędziów. Ci pierwsi nie protestowali, a ci drudzy jakby kompletnie niczego nie zauważyli...