MotoGP: Marquez mistrzem po wygranej w Japonii

Moto

Wygrywając Grand Prix Japonii na torze Motegi Marc Marquez z ekipy Repsol Honda przypieczętował trzeci w swojej karierze tytuł motocyklowego mistrza świata królewskiej klasy MotoGP. Do mety nie dojechali główni rywale Hiszpana, Valentino Rossi i Jorge Lorenzo z zespołu Movistar Yamaha, podczas gdy na podium stanęli Andrea Dovizioso z Ducati i Maverick Vinales z ekipy Ecstar Suzuki.

Przed piętnastą rundą sezonu szanse Marqueza na sięgnięcie po tytuł już w Japonii wydawały się czysto teoretyczne. Hiszpan musiałby bowiem wygrać wyścig – a nigdy do tej pory nie triumfował na Motegi w klasie MotoGP – i liczyć jednocześnie, że Rossiego zabraknie w pierwszej czternastce, a Lorenzo na podium. Nic dziwnego, że jeszcze w Aragonii Marc mówił dość stanowczo „nie wywalczę mistrzostwa w Japonii”.

 

Weekend rozpoczął się zresztą dość brutalnie. Najpierw podczas drugiego treningu zimna tylna opona wystrzeliła przez kierownicę jego zespołowego kolegę, Daniego Pedrosę, który jeszcze tego samego dnia poleciał do Hiszpanii na operację złamanego na cztery części prawego obojczyka. W sobotę rano podobną przygodę zaliczył Lorenzo, który poleciał nawet helikopterem medycznym do pobliskiego szpitala na dokładne badania, ale kilka godzin później wrócił na tor.

 

Tymczasem Marquez przez cały czas utrzymywał niezłe tempo, ale rywale z Yamahy wcale mu nie ustępowali, a szybcy byli także właśnie Dovizioso, Vinales i jego kolega z ekipy Suzuki, Aleix Espargaro. Co więcej, pole position – po raz trzeci w tym sezonie - zgarnął Rossi, a niedzielę po starcie na czoło widowiskowo wystrzelił Lorenzo. Wkrótce jednak obrońca tytułu spadł na trzecie miejsce, a Marquez rozpoczął ucieczkę przed goniącym go Rossim. Choć Marc jechał po wygraną, to nadal było to za mało, aby sięgnąć po tytuł.

 

Wtedy wszystko wywróciło się do góry nogami. Najpierw w dziesiątym łuku puściła przednia opona w motocyklu „Doktora”. „Nie miałem wrażenia, że wjeżdżam w zakręt za szybko czy za szeroko, ale przód puścił, więc musiałem popełnić błąd - powiedział Włoch. - Słabo wystartowałem i straciłem pozycję, a później Marquez szybciej poradził sobie z Lorenzo. Straciłem trochę czasu i musiałem nadrabiać, ale miałem dobre tempo i próbowałem go dogonić.”

 

Pod koniec wyścigu słabnący, ale wciąż broniący drugiej pozycji przez zbliżającym się Dovizioso, Lorenzo odpadł z rywalizacji w identycznych okolicznościach. „Wybrałem złą przednią oponę i nie mogłem dotrzymać kroku Marquezowi – wyjaśnił Hiszpan. - Gdybym założył miękką, mógłbym powalczyć o zwycięstwo. Gdy zaczął gonić mnie Dovizioso, musiałem przyspieszyć i przód puścił. Gratuluję Marquezowi, bo nie miał w tym roku przewagi jeśli chodzi o motocykl i był najrówniej jeżdżącym zawodnikiem, więc zasłużył na mistrzostwo.”

 

Aby przypieczętować tytuł już w Japonii, Marquez musiał jednak dowieźć do mety wygraną i choć miał sporą przewagę nad Dovim i tylko kilka kółek przed sobą, nie było to łatwe. „Gdy zobaczyłem tablicę z informacją o upadku Valentino i zrozumiałem co to oznacza, na kolejnym okrążeniu popełniłem błędy w czterech czy pięciu zakrętach – tłumaczył. - Nie mogłem wbić biegu i nie wiedziałem na jakim torze w ogóle się znajduję. Byłem mocno zdekoncentrowany.”

 

W tym momencie zaprocentowały jednak po raz kolejny lekcje wyniesione z pełnego błędów poprzedniego sezonu. Marquez zachował zimną krew, podobnie jak przez cały rok i bez problemu dowiózł do mety zwycięstwo, a razem z nim trzeci tytuł w MotoGP i piąty w karierze, w wieku 23 lat poprawiając o rok dotychczasowy rekord Valentino Rossiego. Trzecia korona jest jednak chyba najbardziej imponującą w jego wykonaniu, bo Hiszpan sięgnął po nią na motocyklu, który względem poprzednich sezonów pozostawiał dużo do życzenia i sprawiał sporo problemów. Głównie ze słabym przyspieszeniem na wyjściach z wolnych zakrętów.

 

Podium w Japonii uzupełnili Dovizioso i Vinales, którzy na finiszu poradzili sobie z Espargaro. Za nimi finiszowali Crutchlow, drugi z braci Espargaro, Bautista, Petrucci, Redding i  Bradl. Stawkę zamknęli Hector Barbera, który zastępował w fabrycznym zespole Ducati kontuzjowanego Andreę Iannone i mimo wywrotki dojechał do mety (po solidnych kwalifikacjach) oraz zaledwie 22-letni mistrz Australii klasy Superbike, Mike Jones, który wskoczył w Japonii na etatowy motocykl Barbery.

 

Trzynasty był wracający do walki po kontuzji kolana z gościnnego startu w World Endurance na Oschersleben w sierpniu Bradley Smith z ekipy Monster Yamaha Tech 3. Mniej szczęścia miał Jack Miller, który także wracał w Japonii do akcji po kontuzji – kręgosłupa i nadgarstka z Grand Prix Austrii. Młody Australijczyk przewrócił się w sobotę aż dwukrotnie, a w niedzielę także wylądował na deskach podczas wyścigu. Jego los podzielił Eugene Laverty, który w piątek helikopterem trafił do szpitala po groźnym wypadku w drugim treningu, a w niedzielę także nie dojechał do mety.

 

W klasie Moto2 korespondencyjny pojedynek z goniącym go Johannem Zarco wygrał Szwajcar Thomas Luthi, a na podium stanął także Franco Morbidelli. Na deskach wylądował zwycięzca ostatniego wyścigu w Aragonii, Sam Lowes, tracąc praktycznie szansę na mistrzostwo. Główny rywal broniącego tytułu Zarco, Alex Rins, w piątek przewrócił się podczas drugiej sesji i poobijał lewy bark. Hiszpan, który kilka tygodni temu złamał lewy obojczyk, z powodu bólu i osłabienia w sobotę z trudem w ogóle zakwalifikował się do wyścigu, a w niedzielę upadł tuż po starcie i choć dojechał do mety, to jednak bez punktów. W efekcie jego strata do lidera generalki wzrosła z jednego do 21 punktów na 75 możliwych jeszcze do zdobycia.

 

Zacięty pojedynek ze świeżo upieczonym mistrzem Moto3 wygrał w wyścigu najmniejszej klasy Enea Bastianini, sięgając po swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie i wracając na drugie miejsce w tabeli. Dotychczasowy wicelider, Hiszpan Jorge Navarro, po słabych kwalifikacjach ruszał ze środka stawki i po kolizji z Joanem Mirem w pierwszym zakręcie wylądował na poboczu z wybitym barkiem. Podium uzupełnił w Japonii Hiroko Ono, który w sobotę wywalczył pole position, ale za karę za wolną jazdę po torze w piątek ruszał z czwartego pola. Kilka godzin po wyścigu Japończyk został jednak zdyskwalifikowany bo nie zmieścił się w minimalnym limicie wagowym zawodnika razem z motocyklem. Na pudło awansował więc Nicolo Bulega, który wrócił dzięki temu na czwarte miejsce w tabeli i prowadzenie w klasyfikacji debiutantów.

 

Szesnasta z osiemnastu rund MotoGP, Grand Prix Australii, już w najbliższy weekend na torze Phillip Island. Bezpośrednie relacje od piątku w Polsacie Sport News i na portalu polsatsport.pl.

Michał Fiałkowski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze