Niedość, że Lewandowski został gwiazdą światowego formatu, to na dodatek Arruabarrena okazał się transferowym niewypałem. Cała sytuacja miała miejsce latem 2008 roku. Hiszpański napastnik przeniósł się na Łazienkowską 3 z CD Tenerife. Tym samym stołeczny klub zrezygnował z możliwość pozyskania Roberta Lewandowskiego. Dlatego właśnie transfer popularnego "Arru" przeszedł do historii "Wojskowych", tej niechlubnej rzecz jasna.

Kapitan reprezentacji Polski w sezonie 2005/2006 był czołowym strzelcem rezerw Legii. Ówczesny dorobek strzelecki "Lewego" w drugiej drużynie "Legionistów" nie przekonał jednak włodarzy. Przyszła gwiazda BVB i Bayernu musiała szukać szczęścia w Zniczu Pruszków.

 

– Możesz sprzedać Lewandowskiego gdzie tylko chcesz. Mamy Mikela Arruabarrenę! – stwierdził ówczesny dyrektor sportowy Legii, Mirosław Trzeciak.

W pruszkowskim klubie był niesamowicie skuteczny, co pozwoliło zostać mu królem strzelców 1 ligi w rozgrywkach 2007/2008. W 34 meczach Lewandowski strzelił 21 goli. Po udanej przygodzie ze Zniczem po "Lewego" zgłosiła się... Legia. Jednak było już za późno. Bramkostrzelny napastnik wraz ze swoim menadżerem Cezarym Kucharskim odrzucili możliwość powrotu. Lewandowski powędrował do Lecha Poznań. Po dwóch latach gry na Bułgarskiej młody napastnik został sprzedany za 4,5 miliona do Borussii Dortmund.

Ta historia została przypomniana przed meczem fazy grupowej Ligi Mistrzów między Realem Madryt, a Legią Warszawa przez dziennik "Marca". Arruabarrena wystąpił w sześciu meczach ligowych, w których ani razu nie wpisał się na listę strzelców. Po półrocznym pobycie w stolicy Polski został wypożyczony do Eibaru, z którym kilka lat później awansował do Primera Division.