Warto zacząć od pytania, czy problemem Mkhitaryana jest... Jose Mourinho? Wielu trenerów na świecie - w tym gronie zapewne jest też Portugalczyk - chciałoby mieć takiego piłkarza w swoich szeregach, lecz jak widać posiadanie nie oznacza wcale stuprocentowego zawahania. "The Special One" powiedział kiedyś, że nie musi dawać zawodnikowi "X" pięciu meczów na sprawdzenie umiejętności, bo wystarczy mu... dziesięć minut. To właśnie wtedy musi udowodnić, że jest gotowy walczyć i umierać za drużynę.

A jak ktoś "nie jest gotowy", to nie ma przyszłości w układance Mourinho - przekonali się o tym choćby Kevin de Bruyne, Romelu Lukaku, Juan Cuadrado, Mohamed Salah czy Juan Mata, choć przypadek tego ostatniego uległ zmianie. Wszyscy - w większym lub mniejszym stopniu - po ucieczce odżyli i stali się ważnymi nabytkami swoich nowych zespołów. A Mata po raz kolejny musi współpracować z Portugalczykiem, tyle że tym razem z lepszym skutkiem. Na jak długo? Kto wie, może to tylko cisza przed burzą.

Mkhitaryan miał trudne wejście do drużyny, bo w przeciwieństwie do innych letnich nabytków, on musiał zaczynać mecze na ławce, podczas gdy Zlatan Ibrahimovic, Eric Bailly czy Paul Pogba mogli biegać po murawie. Krótkie epizody na pewno go nie satysfakcjonowały, ale idealnie wpisywały się we wcześniej podane motto Mourinho o ocenie przydatności. Ormianin otrzymał szansę w derbowym starciu z Manchesterem City, jednak po pierwszej połowie - bardzo przeciętnej w jego wykonaniu, choć fakt, nie na jego naturalnej pozycji - został zmieniony. Później przyszła kontuzja i dłuższy rozbrat z futbolem. Od trzech tygodni trenuje z pełnym obciążeniem, ale to nie przybliżyło go do miejsca w wyjściowym składzie. Skoro nie dostał szansy w lidze, to mógł otrzymać ją w czwartkowym meczu Ligi Europy z Fenerbahce. Nic z tego, siedział na trybunach, a na jego twarzy nie rysował się uśmiech. Przynajmniej nie cały czas...

Kibice Manchesteru United podzielili się na dwie grupy - jedni są zaniepokojeni, bo piłkarz za 30 milionów funtów, który w poprzednim sezonie strzelił 11 goli i zaliczył 16 asyst w silnej Bundeslidze, jest nieobecny w kadrze, z kolei drudzy proszą o cierpliwość, bo przecież jego występ z Manchesterem City, kiedy zagrał bez rytmu meczowego, był tragiczny. A warto wspomnieć, że grał tam w innej roli niż zawsze, bo pełnił rolę bardziej defensywną, co nie jest jego mocną stroną. On potrzebuje przestrzeni w środku, tuż za napastnikiem. Rzucany po różnych miejscach, zmuszany do biegania wzdłuż linii może nie dawać z siebie wszystkiego, co ma najlepsze.

Czy Mkhitaryan mógł czymś podpaść Portugalczykowi? Jesse Lingard - także zmieniony w przerwie meczu z Manchesterem City - gra i ma się dobrze, odkurzony i wyciągnięty praktycznie znikąd Ashley Young wystąpił ostatnio w spotkaniu z Liverpoolem, a nawet Memphis Depay - raczej wyszydzany niż chwalony - otrzymuje jakieś tam minuty. Ormianin jednak jest pomijany, a Mourinho ma wytłumaczenie. Czymś innym jest bycie zdrowym i niekontuzjowanym, a czymś innym jest bycie w formie meczowej. Należy się z tym zgodzić, ale skoro nie daje się mu szans na grę w mniej ważnych spotkaniach, to jak budować u niego regularność i rytm meczowy? A argumentowanie, że nie grał przez długi czas też nie jest fair w stosunku do piłkarza, któremu nie daje się szansy.

Występ z Manchesterem City nie był więc udany, ale czy on będzie jedyną wykładnią Mkhitaryana w roli piłkarza United? Pamiętamy, że kiedyś Kevin de Bruyne został "odstrzelony" po tym, jak słabo zaprezentował się w defensywnej taktyce przeciwko "Czerwonym Diabłom". W takich sprawach Mourinho bywa bezlitosny. I czy znajdzie mu miejsce w zespole, który - jak sam twierdzi - prezentuje znakomitą intensywność gry? A może skończy jak Shinji Kagawa, który także przychodził jako nadzieja na powiew świeżości, a skończył na ławce i wkrótce musiał odejść?