Mollo: Nie będę czekał na telefon od Zimnocha

Sporty walki

„Nie znam Zimnocha, nie znam jego charakteru, nie wiem czy ma w sobie zawsze sportową wściekłość, żeby musiał mi się zrewanżować. Taki Szpila, to by zaraz chciał mi urwać głowę po takim nokaucie. W domu, przed własną publicznością?! Artur, który jest teraz moim kolegą, ma podobny charakter jak ja, ale każdy jest inny, to normalne. Ja zastanawianie się Zimnocha nad rewanżem nawet rozumiem...” – mówi Mike Mollo (21-6, 13 KO).

Oglądałeś walkę Zimnoch-Rekowski z Wieliczki?

 

Mike Mollo: Nie, byłem na tradycyjnym zbieraniu dyń - z rodziną. Pojeździłem trochę na koniu, odpocząłem bo koń był leniwy. W ostatnich dwóch tygodniach przepracowałem dokładnie 138 godzin, należało  mi się.  Oczywiście zerkałem na różne strony społecznościowe, żeby wiedzieć, co się dzieje. Nagranie znajdę, gdzieś będzie, to wspólnie z trenerem zobaczymy. Rekowski jest na pewno silny, ale nie ma tej wybuchowej siły ciosu. Zimnoch na pewno miał czas się ustawić, zablokować uderzenia czyli nie bardzo można nas obu porównywać. Powiem więcej, jak zobaczę całą walkę.  

 

 

Kiedy pierwszy raz reporter Polsatu zapytał zwycięskiego Krzysztofa Zimnocha czy chce teraz rewanżu z Mollo, jakiegoś specjalnego entuzjazmu nie było. Było „porozmawiam z trenerem”.

 

Tak właśnie słyszałem. Nie znam Zimnocha, nie znam jego charakteru, nie wiem czy ma zawsze w sobie taką sportową  wściekłość, żeby musiał się zrewanżować. Taki Szpila, to by chciał  mi zaraz urwać głowę po takim nokaucie. W domu, przed własną publicznością?! Artur ma podobny charakter jak ja, ale każdy jest inny, to normalne. Ja Zimnocha zastanawianie się nad rewanżem nawet rozumiem. Jeszcze jeden taki nokaut, jaki był osiem miesięcy temu... i po międzynarodowej karierze. Na pewno nie będę siedział przy telefonie i czekał aż zadzwoni jego promotor. Pracę kończę w połowie grudnia. Później tylko boks. Chciałbym w Polsce, bo mam przecież wasz pas, kibice  są ekstra, ale rewanż z Zimnochem to nie jest dla mnie być albo nie być.

 

Jesteś uczciwy: praca zawodowa jest pierwsza. Boks to dodatek, pasja życia.

 

Bo taka jest prawda. Mam żonę, trójkę dzieci. Jak już tobie mówiłem, przepracowałem w ciągu ostatnich dwóch tygodni 138 godzin. Dostaję wypłatę raz na dwa tygodnie, wszystko jest czarno na białym. Ponieważ praca jest wymagająca – wspinanie się na wieże wodne, które mają po 60-70 metrów to nie zabawa – prowadzę zdrowy tryb życia. Trzymam wagę, nie piję alkoholu, jem zdrowo. Czyli jestem w ciągłym treningu...

 

Kondycyjnym na pewno.

 

Chcesz przykład? Wbiegam – nie wchodzę! – pionowo po drabinie na 70-metrową wieżę w mniej niż 30 sekund. Z liną zabezpieczającą na pasie i narzędziami do czyszczenia zbiorników w plecaku. Jakieś dziesięć ekstra kilogramów. To nie trening pięściarski, ale na pewno nie przeszkadza.

 

Ekipa trenerska, Sam Colonna, Rita Figueroa czeka na sygnał?

 

Oczywiście. Pracę na wieżach kończę w połowie grudnia, bo się robi za niebezpiecznie, śnieg, lód... Zaraz biorę się za boks, będę codziennie na sali. Z tego co słyszałem, ewentualna walka z Zimnochem byłaby w lutym 2017. Jeśli coś się wydarzy, nie pójdzie po myśli, to pewnie będą inne opcje. Chciałbym Polskę, nie będę ściemniał, bo lubię wasz charakter. Najlepszego!

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie