Prawdziwe wcielenie szaleństwa. Diego Sanchez, czyli pierwsza przeszkoda Marcina Helda

Sporty walki
Prawdziwe wcielenie szaleństwa. Diego Sanchez, czyli pierwsza przeszkoda Marcina Helda
fot. youtube.com

Koszmar czy marzenie - jaki będzie debiut Marcina Helda (22-4, 4 KO, 12 SUB) dla UFC? Na jego drodze stanie weteran amerykańskiej organizacji - Diego Sanchez (26-9, 6 KO, 9 SUB). Jedno jest pewne, lepszego przeciwnika na ten moment - biorąc pod uwagę aktualną formę czy renomę - Polak nie mógł sobie wyobrazić. Lekko jednak nie będzie.

Diego Sanchez znany także jako "The Nightmare" oraz - teraz już rzadziej - "The Dream" będzie przeciwnikiem Marcina Helda w debiucie Polaka dla największej organizacji MMA na świecie. Trzeba przyznać, że nasz zawodnik od razu otrzymał szansę pokazania się szerszemu gronu publiczności, bo nie mógł chyba wymarzyć sobie lepszego rywala. Amerykanin jest bardzo znany, solidny, mający najlepsza lata za sobą. Nie oznacza to jednak, że Helda - mimo że bukmacherzy twierdzą inaczej - czeka łatwe zadanie.

Kiedy on z tobą walczy, to chce zakończyć twoje życie - mówił o nim Joe Lauzon, z którym to Sanchez zmierzył się na historycznej gali UFC 200 w lipcu tego roku. Do tego starcia "The Nightmare" nigdy nie został znokautowany, lecz wtedy padł po ponad minucie. Nigdy też nie był poddany, a to właśnie w tej płaszczyźnie najlepiej czuje się Held. Czy także i tym razem coś stanie się po raz pierwszy?

 

Najbardziej widowiskowy

Sanchez mistrzem UFC nigdy nie był i już nie będzie, jednak i tak pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych zawodników w organizacji. Walka na zbliżającej się gali w Meksyku będzie jego 25. dla amerykańskiego giganta (15 wygrał, 9 przegrał)! To on wygrał pierwszą edycję programu The Ultimate Fighter (wtedy w wadze średniej), to on jako jeden z niewielu toczył boje w aż czterech kategoriach wagowych (średnia, półśrednia, lekka oraz piórkowa), to on potrafi zapisać się w pamięci kibiców bitwą, która na długo zapada w pamięć. Takich w karierze ma już mnóstwo.

Najczęściej przytaczaną jest ta z czołowym lekkim, byłym mistrzem Strikeforce i WEC Gilbertem Melendezem (22-6, 11 KO, 1 SUB). Sanchez przyjął mnóstwo uderzeń - około stu ciosów na głowę - ale to nie złamało jego woli walki, bo za każdym razem, kiedy krew spływała z jego łuku brwiowego, on tylko bardziej się nakręcał. Po dwóch przegranych rundach, w trzeciej mógł nawet skończyć przeciwnika i gdyby po sensacyjnym nokdaunie nie szukał swojej ulubionej techniki (duszenie zza pleców), tylko skupił się na obijaniu, to kto wie.. A tak przegrał jednogłośnie na punkty, lecz fanom podobał się styl jego walki. Wydawało się wprost niemożliwe, że po takich uderzeniach on cały czas napierał i nic nie robił sobie z licznych obrażeń - zresztą zachowanie sędziego, który przed ogłoszeniem decyzji, uniósł w górę ręce obu wojowników. To jedna z najlepszych walk w historii UFC. Starcia z Clayem Guidą, Karo Parisyanem czy Jake'iem Ellenbergerem również były widowiskowe.

Sanchez urodził się w Albuquerque w stanie Nowy Meksyk w Stanach Zjednoczonych. To właśnie tam dorastał, trenował: w wieku dziewięciu lat uczęszczał na lekcje karate, później trafił na zajęcia zapasów, które stały się jego firmowym stylem. Wygrał akademickie mistrzostwa i postanowił spróbować sił w mieszanych sztukach walki. Dopiero w jedenastej walce doczekał się decyzji sędziowskiej, bo wcześniej nokautował, poddawał duszeniem zza pleców, kimurą czy też balachą. Później awansował do finału TUF-a, w którym pokonał Kenny'ego Floriana już w pierwszej rundzie. Najcenniejszym skalpem było chyba jednak zwycięstwo na pełnym dystansie z Nickiem Diazem.

 

Obawa przed chorobą przyczyną pierwszej porażki

Po osiągnięciu rekordu 17-0 przytrafiła mu się pierwsza porażka - z Joshem Koscheckiem, którego pokonał w eliminacjach TUF-a. Co ciekawe jeszcze przed tym pojedynkiem został zawieszony na trzy miesiące, gdyż w jego organizmie wykryto marihuanę. Już po porażce Dana White, prezydent UFC, przyznał, że Sanchez myślał o sportowej emeryturze, gdyż lekarze przypuszczali, iż może cierpieć na wirusowe zapalenie wątroby typu C (często przebiega to bezobjawowo, lecz na dłuższą metę może skutkować marskością wątroby). Ostatecznie nie okazało się to prawdą, lecz nie wiedzieli, co konkretnie dolega zawodnikowi, który jednak wyszedł do klatki i nie potrafił poradzić sobie z szybkością rywala. Dzień później okazało się, że Sanchez cierpi na zakażenie gronkowcem.

Potrafił się jednak podnieść i po zwycięstwie z Clayem Guidą otrzymał szansę walki o pas kategorii lekkiej, lecz ostatecznie nie dał rady B.J. Pennowi, przegrywając przez interwencję lekarza w piątej rundzie. Dana White przyznał, że tak nie widział Sancheza w tak fatalnym stanie: jego dolna warga była całkowicie rozcięta, lewo oko spuchnięte, a nad lewą brwią widniało duże rozcięcie. Od tego pojedynku zaczęła się huśtawka w jego wykonaniu: raz wygrywał, raz przegrywał, ale już nigdy nie zbliżył się do tak istotnego starcia. Zmieniał też kategorie wagowe, lecz po średnio udanych epizodach w półśredniej i piórkowej, wrócił na wagi lekkiej - wygrał z Jimmem Millerem oraz przegrał z wcześniej wspomnianym Lauzonem.

Mimo tego, że świetnie czuje się w parterze, to wydaje się, iż jego metodą na zwycięstwo z Heldem będzie głównie stójka, bo to Polak powinien rozdawać karty, będąc na ziemi. W płaszczyźnie stójkowej niekoniecznie jednak jest wirtuozem, gdyż bazuje głównie na odwadze, nieustępliwości i momentami brakiem logicznego myślenia: po prostu napiera przed siebie, starając się w końcu ustrzelić rywala. Polakowi powinna więc wystarczyć solidna praca na nogach, by unikać największego zagrożenia. Wiadomo też, że Sanchez dysponuje świetnym przygotowaniem kondycyjnym, a ciężkie, meksykańskie powietrze będzie działało na jego korzyść - szczególnie w trzeciej rundzie. A skoro mowa już o rundach, to w ich końcówka bardzo lubi ruszyć do firmowej szarży, by pokazać sędziom punktowym, komu bardziej zależy na zwycięstwie.

 

Debiut Helda - marzenie czy koszmar?


W swojej karierze wielokrotnie wygrywał już walki, których teoretycznie nie powinien wygrać, a działo się tak również dzięki akcentowaniu końcówek rund. Niby elementarz, ale to właśnie jemu bardzo dobrze taka sztuka wychodzi. Wygrane z Takanorim Gomim oraz Rossem Pearsonem były bardzo naciągnięte, by nie powiedzieć - niesłuszne. Mimo różnych perypetii Sancheza, Joe Rogan określił go jako "jednego z najlepiej zbalansowanych zawodników w UFC".

To, co różni Amerykanina z meksykańskimi korzeniami, od innych zakręconych zawodników jest szaleństwo. On jest jego czystym wcieleniem, o czym daje znać podczas każdej wymiany spojrzeń oraz w oktagonie. Kiedy nie walczy, to widać jednak, że jest bardzo religijną - pamiętne wyjście przed walką z Ellenbergerem z krzyżem w ręku - i rodzinną osobą.

Czy Sanchez będzie dla Helda bardziej "The Dream" niż "The Nightmare"?

 

Osiągnięcia Diego Sancheza:

UFC:

- Zwycięzca pierwszego sezonu programu The Ultimate Fighter (waga średnia)
- walka wieczoru (siedem razy - Karo Parisyan, Joe Stevenson, Clay Guida, Paulo Thiago, Martin Kampmann, Jake Ellenberger, Gilbert Melendez)
- walka roku (trzy razy - Karo Parisyan, Clay Guida, Gilbert Melendez)

King of the Cage:

- mistrz kategorii półśredniej

Grappling

- 7-krotny zwycięzca zawodów Grapplers Quest
- Członek Galerii Sław Grapplers Quest

Zapasy:

 

- zwycięzca akademickich mistrzostw w New Mexico Activities Association

Jakub Baranowski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze