Pierwszy zaatakował Śląsk, ale gola strzeliło Zagłębie. Po rzucie rożnym w polu karnym gości mocno się zakotłowało, ale żaden z zawodników wrocławskiego zespołu nie potrafił wepchnąć piłki do siatki. W efekcie przyjezdni wyprowadzili kontratak. Po dośrodkowaniu z prawej strony wydawało się, że Lubos Kamenar złapie piłkę, ale na przeleciała mu przez ręce, dopadł do niej Jarosław Kubicki i z bliska trafił do bramki.

 

Po strzeleniu gola Zagłębie grało to, co lubi i wychodzi mu najlepiej, czyli zagęszczało środkową strefę, czekało na rywali i wyprowadzało kontrataki. Poza strzałami Łukasza Piątka i Łukasza Janoszki podopieczni trenera Piotra Stokowca nie zagrozili bramce Śląska.

 

Wrocławianie mieli optyczną przewagę, utrzymywali się przy piłce, ale nie potrafili poważniej zagrozić bramce Zagłębia. Dopiero po 20 minutach groźne strzelał głową Kamil Biliński, a kilka chwil później nie trafił z kilku metrów w bramkę.

 

Najlepsze okazje Śląsk tuż przed przerwą, kiedy Zagłębie sprawiało wrażenie zmęczonego grą pressingiem. Biliński z Ryota Morioką wychodzili dwóch na jednego obrońcę lubinian, ale tak rozegrali akcję, że nie oddali nawet strzału. Chwilę później Japończyk miał okazję zagrozić bramce Martina Polacka, ale zgubił piłkę w polu karnym.

 

Po przerwie obraz gry się nie zmienił – Śląsk miał piłkę, a Zagłębie czekało na rywala w środkowej strefie i kontratakowało. I mogło tak jak cały mecz, tak też drugą połowę zacząć od gola, ale Martin Nespor w dogodnej sytuacji trafił w środek bramki wprost w Kamenara.

 

W odpowiedzi po błędzie lubinian trzech zawodników Śląska znalazło się przeciwko dwójce rywali i, tak jak w pierwszej połowie, tak rozegrali atak, że nie oddali nawet strzału.

 

Co nie udało się wrocławianom z akcji, udało się ze stałego fragmentu gry. Po dośrodkowaniu z lewej strony w zamieszaniu w polu karnym do piłki pierwszy dopadł Gruzin Lasza Dwali i potężnym uderzeniem z kilku metrów nie dał szans Polackowi.

 

Do końca meczu pozostawało niespełna 20 minut i dopiero teraz zaczęły się prawdziwe emocje. Śląsk uwierzył, że może jeszcze powalczyć o zwycięstwo, a Zagłębie też nie zamierzało się zadowolić jednym punktem i tempo gry wyraźnie wzrosło.

 

Kiedy wydawało się, że już więcej bramek nie padnie, po dośrodkowaniu Mariusz Idzik wygrał pojedynek powietrzny z bramkarzem Zagłębia, do toczącej się do bramki piłki dopadł Alvarinho i wepchnął ją do siatki. Lubinianie nie zdołali już odpowiedzieć.

 

Śląsk Wrocław - Zagłębie Lubin 2:1 (0:1)

Bramki: Dwali 71, Alvarinho 88 - Dankowski 6 (s)

 

Śląsk: Ľuboš Kamenár - Kamil Dankowski, Piotr Celeban, Lasza Dwali, Augusto - Peter Grajciar (59. Alvarinho), Filipe Gonçalves, Adam Kokoszka, Ryota Morioka (65. Sito Riera), Łukasz Madej - Kamil Biliński (84. Mariusz Idzik)

 

Zagłębie: Martin Polaček - Aleksandar Todorovski, Ľubomír Guldan, Jarosław Jach, Đorđe Čotra (57. Daniel Dziwniel) - Jakub Tosik (62, 18. Filip Starzyński), Jarosław Kubicki, Łukasz Piątek, Arkadiusz Woźniak, Łukasz Janoszka (80. Adam Buksa) - Martin Nešpor

 

Żółte kartki: Augusto, Filipe Gonçalves - Čotra, Nešpor