Bywa tak, że niektóre mecze pamięta się tylko dla tej jednej akcji. Można biegać przez 90 minut i nie zrobić nic, o czym kibice będą pamiętać i rozmawiać latami. A można być Zlatanem i w ułamku sekundy przejść do historii - i to po raz kolejny. Tak było na pewno ze starciem Anglików ze Szwedami cztery lata temu w Sztokholmie. Mecz jak mecz: tylko towarzyski, bez specjalnych podtekstów, bez historii, która dodawałaby pieprzu starciu tych reprezentacji.

 

O tym, że Zlatan jest wyjątkowy i, że on o tym wie, że pielęgnuje w sobie to uczucie, nie trzeba przekonywać żadnego kibica na świecie. On to lubi, tego potrzebuje, a jeszcze lepiej, kiedy może coś, komuś udowodnić, zagrać na nosie, uciszyć. Po co strzelać bramki przaśne, skoro mogą być doskonale przyprawione?

 

Angielscy kibice kpili z niego podczas meczu? Porównywali do Andy'ego Carrolla? Żartowali, że w ciągu ponad 1500 minut spędzonych na boisku w meczach z angielskimi drużynami, trafił tylko cztery razy? Nie prowokujcie Zlatana, bo to się może źle skończyć. W ciągu pamiętnych 90 minut na stadionie w Sztokholmie podwoił swoją zdobycz w starciach z Anglikami, a przy okazji ośmieszył Joe Harta i całą angielską obronę.

 

Znów odezwał się w nim chłopak z mniej sympatycznych dzielnic Malmoe. Tam się grało nie tylko po to, żeby wygrać, ale też żeby zaimponować kolegom, a potem móc się puszyć na podwórku. Tak zareagował Ibrahimovic, kiedy tuż przed końcem spotkania Joe Hart wybiegł za pole karne, żeby wybić piłkę głową - najlepiej poza boisko. Źle obliczył lot piłki, uderzył za lekko, a potem wracał do bramki, przekonany, że Ibrahimovic przyjmie piłkę, a potem pobiegnie w stronę angielskiej bramki - ewentualny strzał będą mogli zablokować obrońcy.

 

Nic z tych rzeczy. Piłka spada z nieba? Jestem tyłem do bramki? Po to Bóg stworzył "przewrotkę", żeby z niej korzystać, więc Zlatan uderzył, a lot piłki powinni analizować doktoranci fizyki. Parabola była idealna, piłka spadła tuż pod poprzeczką tak, że nawet rozpaczliwa interwencja Ryana Shawcrossa nie na wiele się zdała. I dobrze, bo zablokowanie takiego strzału byłoby przestępstwem.

 

Od razu pojawiły się porównania z bramkami zdobytymi przez Diego Maradonę (MŚ 1986 przeciwko Anglii), Roberto Carlosa na Tournoi de France w 1997 roku czy Zinedine'a Zidane'a w finale Ligi Mistrzów w 2002 roku.

 

 

Albo z innym golem Zlatana - tym strzelonym Włochom podczas Euro 2004. Sam Ibrahimovic, że trafienie przewrotką przeciwko Anglii jest jego ulubionym.