Wynik rozegranego na początku listopada meczu Belgia - Francja zszokował wszystkich. Wielka Francja, mistrz świata, wicemistrz olimpijski dominująca od lat w światowym handbalu cudem wygrywa jedną bramką z Belgią. Z Belgią! Przecież Belgia to absolutny słabeusz. Wprawdzie kibice mówią o niej "Czerwone Wilki", ale nigdy nie udało jej się awansować do mistrzostw Europy, świata, ani do igrzysk olimpijskich. Więc jakim cudem Francja - w bardzo mocnym składzie, w meczu o punkty - ledwie uniknęła porażki?

Cóż, okazało się, że Trójkolorowi nie mogli znaleźć recepty na ofensywę Belgów, w której brylowali Damian i Bartosz Kędziora. 26-letni, grający na rozegraniu Bartek, rzucił cztery bramki. Starszy o trzy lata skrzydłowy Damian z ośmioma trafieniami był najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy.

Bartosz (z lewej) i Damian Kędziora w koszulkach reprezentacji Belgii


Bracia na świat przyszli w Głogowie, ale to nie w tym mieście z pięknymi handbalowymi tradycjami, zaczęła się ich przygoda ze szczypiorniakiem. Kiedy Damian miał niespełna cztery lata, a Bartek kilka miesięcy, rodzina Kędziorów wyjechała do Belgii. Ostatnie lata kariery postanowił spędzić tam ich tata - Mariusz, były zawodnik Śląska Wrocław i Chrobrego Głogów, reprezentant Polski.

I choć trafili do kraju, w którym piłka ręczna nie jest zbyt popularna, rodzinnemu przeznaczeniu nie umknęli. - Tata zaprowadził nas na trening. Nie pytał nas o zdanie - wspominają z uśmiechem w rozmowie z Polsatsport.pl. Tak zaczęła się ich przygoda, która trwa do dziś. Bo właśnie "przygoda" to słowo, które lepiej pasuje do belgijskich realiów niż "kariera".

- Piłka ręczna w Belgii nie jest w pełni profesjonalna - przyznają bracia. - Większość zawodników grę łączy z pracą lub nauką. My chodzimy do pracy na ósmą, a potem prosto na trening. Często więc wychodzimy z domnu rano, a wracamy późnym wieczorem. W klubie trenujemy cztery razy w tygodniu po dwie godziny, dodatkowo staramy się odbyć jeden-dwa treningi indywidualne.

Bracia nie mają jednak wątpliwości, że piłka ręczna warta jest tych wyrzeczeń. Choćby dla takich chwil, jak te, które przeżyli w niedzielne popołudnie 6 listopada w Liege. - Mecz z Francją był w całości transmitowany przez telewizję, a na trybunach hali był komplet, 4200 widzów - relacjonują.

Bardzo niewiele zabrakło, by ci kibice byli świadkami gigantycznej sensacji. - Mieliśmy swój plan: w każdej akcji wycofywaliśmy bramkarza, atakowaliśmy więc siódemką graczy, z dwoma obrotowymi. Przy takiej taktyce nie możesz popełniać błędów i nam się to udało. Francuzi mieli ogromne problemy. Gdyby nie czerwona kartka dla nas w 51. minucie, to może udałoby się wygrać. Dlatego po meczu czuliśmy mały niedosyt, ale również dumę z tego, że zagraliśmy chyba najlepszy mecz w historii reprezentacji Belgii - Bartosz i Damian dzielą się swoimi wrażeniami.

A warto podkreślić, że Francuzi grali w naprawdę mocnym składzie. Byli bracia Karabatić, był Abalo, Sorhaindo, Mahe, Porte, Dipanda, N'Guessan... - Przed meczem aż trudno było uwierzyć, z kim nam przyjdzie grać, ale już na boisku to przestaje mieć znaczenie. Koncentrujesz się na swojej pracy - mówi Damian. - Tym bardziej, że po dziesięciu minutach zorientowaliśmy się, że możemy z nimi walczyć o zwycięstwo - wtrąca Bartosz.

Taki mecz to nie tylko powód do dumy dla zawodników. To także świetna reklama piłki ręcznej.  - Na pewno jest lepiej niż dziesięć lat temu. Widać, że handball w Belgii się rozwija, że jest potencjał, ale do takiego w pełni profesjonalnego poziomu jeszcze sporo brakuje - oceniają bracia. - Widać to nawet po samych zawodnikach, stylu gry. Nie trenujemy tyle, ile zawodowcy, którzy skupiają się tylko na sporcie. Dlatego nie jesteśmy fizycznie, atletycznie równie mocni. Piłka ręczna w Belgii jest więc nieco inna: mniej siły, ale więcej szybkości i sprytu. Ale krok po kroku dojdziemy do momentu, w którym Belgia zagra na wielkiej mistrzowskiej imprezie - przekonują rodowici głogowianie.

Wtedy mieliby być może okazję spotkać się z reprezentantami Polski, choć ze swoim ulubionym już niestety nie. - Bartosz Jurecki - mówią chórem Damian i Bartek pytani o ulubionego polskiego zawodnika. - On jest jak maszyna i na parkiecie zawsze był prawdziwym liderem - nie ukrywają podziwu.

To zresztą ciekawe, że obaj wskazują Bartosza Jureckiego, choć żaden z braci nie gra na pozycji obrotowego. Damian to klasyczny lewoskrzydłowy. - Potrafi rzucić z najtrudniejszych pozycji, nie potrzebuje wiele miejsca. No i szybko biega do kontr - komplementuje starszego brata Bartosz.

Młodszy z braci może z kolei grać i na lewym rozegraniu, i na środku. - To bardzo mądry zawodnik, dużo widzi na boisku, podejmuje dobre decyzje, notuje mnóstwo asyst. Ale rzucić też potrafi, bo siły w ręce ma dużo - rewanżuje się pochlebną opinią Damian, który na pytanie, kto z nich jest lepszym zawodnikiem, odpowiada krótko: - Bartosz.

Łączenie gry z pracą sprawia, że trochę brakuje czasu na wizyty w Polsce. Pilnie śledzą za to występy reprezentacji Polski i regularnie sprawdzają, jak wiedzie się Chrobremu. Zresztą kontakt ze środowiskiem polskiego szczypiorniaka można podtrzymywać również w Belgii. - Mamy tutaj w Belgii małą polską kolonię byłych zawodników, jest Henryk Mrowiec, Zbigniew Plechoć, Marek Wojciechowski, Jurek Jurałowicz - opowiada Bartosz.  

Wielu ze wspomnianych, podobnie jak tata braci Mariusz Kędziora, w Belgii kończyło bogate kariery. Czy rozmowy z nimi budzą u Damiana i
Bartosza nadzieje na wielkie sukcesy? - Marzę o występie w mistrzostwach Europy - zdradza Damian. - A ja nie mam konkretnych marzeń. Chcę zawsze, na treningach i meczach, dawać z siebie wszystko. A wtedy zobaczymy, co los przyniesie...