Krzysztof Jotko kontrakt z amerykańską organizacją UFC podpisał pod koniec 2013 roku, a na swoim koncie ma już pięć zwycięstw i tylko jedną porażkę. W ostatnim czasie zapisał w swoim rekordzie cztery konsekwentne wygrane i małymi kroczkami zbliża się do ścisłej czołówki kategorii średniej na świecie. Jotko obecnie notowany jest na 15. pozycji w rankingu dywizji - 84 kg, a zwycięstwo z Thalesem Leitesem podczas gali UFC Fight Night 100 może pozwolić mu wskoczyć do pierwszej dziesiątki. Podobnie jak nasza mistrzyni Joanna Jędrzejczyk, Jotko do nadchodzącej walki przygotowywał się w klubie American Top Team na Florydzie. W jakiej formie jest nasz reprezentant? I dlaczego jeszcze nie wszyscy kibice sportu kojarzą jego osobę?

***

Maciej Turski: Po raz pierwszy od dłuższego czasu przystępujesz do walki jako zawodnik, który utożsamia się z jednym klubem. Można powiedzieć, że na Florydzie, w American Top Team, znalazłeś swój dom?

Krzysztof Jotko: Dokładnie to chciałem powiedzieć. Myślę, że właśnie ATT to jest klub, w którym chciałbym kontynuować swoją karierę i cieszę się, że będę mógł reprezentować jego barwy. Mamy w klubie trenerów z najwyższej półki i podobnie sprawa wygląda ze sparingpartnerami. W gymie panuje nadzwyczaj rodzinna atmosfera. Z takim nastawieniem nie spotkałem się jeszcze nigdzie, a przecież parę klubów na świecie już zwiedziłem. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że odnalazłem swoje miejsce na sportowej mapie świata.

Przeprowadzka do Stanów Zjednoczonych to niezwykle poważna decyzja i nie chodzi tylko o aspekt psychiczny, ale również o obciążenie finansowe. Czy udaje się Ci się wszystko poukładać pod tym względem i wiążesz koniec z końcem?

Wierzę, że jeśli zainwestuję w siebie, to w przyszłości otrzymam za to wymierne korzyści i na pewno wszystko mi się zwróci. Nie mam wielu sponsorów, nie mam dodatkowych źródeł dochodu niż pieniądze, które otrzymuję za walki. Zarabiam tylko z UFC i na razie daję sobie radę. Wystarcza mi na rozwój, wystarcza mi na życie, ale myślę, że w przyszłości otrzymam za wyrzeczenia odpowiednią nagrodę.

W American Top Team masz możliwość pracować z naprawdę wieloma szkoleniowcami, którzy zajmują się różnymi aspektami walki, a dodatkowo niektórzy pracują nad taktyką na poszczególne pojedynki. Nie sprawiało Ci problemów przygotowywanie się z wieloma trenerami? Nie rozbijało to Twoich przygotowań?

Do ATT przyjechałem po raz drugi i tym razem już mogłem sobie dobrać szkoleniowców pod swoje przygotowania. Oczywiście otrzymałem pewne sugestie, którzy trenerzy pomogą mi przed nadchodzącą walką najlepiej i skorzystałem z tych porad. Dla mnie to bardzo dobre rozwiązanie, bo każdy zawodnik jest kompletnie inny i każdy ma odmienny styl walki. Dobrałem odpowiedni sztab szkoleniowy pod siebie, podobnie jak Joanna Jędrzejczyk przed swoją walką z Karoliną Kowalkiewicz.

Przygotowania do zbliżającej się walki to w Twoim przypadku nie tylko American Top Team, ale również, jak to bywa w Twoim przypadku bardzo często, wizyta w Tajlandii. Nad czym pracowałeś w Stanach Zjednoczonych, a co szlifowałeś na kontynencie azjatyckim?

W Tajlandii spędziłem dwa tygodnie i, jak to bywa po wakacjach, przede wszystkim chciałem odbudować swoją formę. Czerpałem z tego miejsca co najlepsze, a więc głównie w Azji skupiłem się na walce w stójce - zwłaszcza kopnięcia, łokcie i kolana. Na sześć tygodni przed pojedynkiem przeniosłem się do American Top Team. W Stanach pracowaliśmy już nad zupełnie innymi elementami. W ATT skupiliśmy się nad przygotowaniami już pod mojego kolejnego rywala, Thalesa Leitesa. Poświęciliśmy sporo czasu na poprawienie moich zapasów oraz na grze parterowej. Leites to światowej klasy grappler, a więc musiałem zwrócić sporą uwagę na tę część walki.

Leites aż 15 ze swoich 26 zwycięstw kończył właśnie poddaniami. W tej płaszczyźnie nie będzie łatwo z nim rywalizować, ale na pewno udało się Tobie wraz z trenerami znaleźć jakieś słabsze strony w tej płaszczyźnie walki. Będziesz unikał konfrontacji w parterze, a może, choć to bardzo ryzykowne, spróbujesz zaskoczyć Brazylijczyka?

Do tej walki miałem okazję trenować z jednym z najlepszych zawodników na naszej planecie w BJJ, a mianowicie Rodolfo Vieirą i wieloma innymi bardzo cenionymi grapplerami. Przede wszystkim jednak skupiłem się na defensywnych zapasach i zdecydowanie wolałbym poprowadzić ten pojedynek w stójce. Wiadomo, że doświadczenie w parterze Leites ma ogromne. On miał już czarny pas, kiedy ja dopiero zaczynałem przygodę z MMA. Zdaję sobie z tego sprawę i nie jestem na tyle głupi, żeby ryzykować rywalizację w jego płaszczyźnie.

Leites tylko raz przegrał przed czasem, a pięciokrotnie przegrywał przez decyzję. Zerkaliście na te statystyki? Czy to jest dla Was wskazówka, że warto spróbować ten pojedynek poprowadzić na pełnym dystansie?

W parterze Leites może walczyć przez cały czas i praktycznie na macie się nie męczy. Muszę, więc szukać swojej szansy tam, gdzie stworzę mu większe zagrożenie. Wiem, że kondycyjnie będę znacznie lepiej przygotowany i uda mi się ten pojedynek poprowadzić na moich warunkach. Dokładnego planu taktycznego zdradzić oczywiście nie mogę...

Jak oceniasz Leitesa w porównaniu do swoich poprzednich rywali? Brazylijczyk to największe wyzwanie w Twojej karierze, a może stawiasz go na równi m.in. z ostatnim rywalem Tamdanem McCrorym czy Magnusem Cedenbladem, z którym zanotowałeś jedyną porażkę w UFC?

I na papierze, i w praktyce to jest najmocniejszy przeciwnik, z którym przyjdzie mi się mierzyć. Poza tym pojedynek odbędzie się w Brazylii, a u siebie Leites może liczyć na spore wsparcie publiczności. W trakcie walki postaram się odciąć od tej atmosfery i skupić na swojej robocie.

Do walki z Leitesem przystępujesz po pierwszym nokaucie w UFC, na który dość długo czekałeś. Bardzo chciałeś skończyć walkę przed czasem i w końcu się udało z Tamdanem McCrorym. Czy z tego powodu jesteś spokojniejszy?

Do nokautu musiałem dojrzeć. W poprzednich pojedynkach nie czułem się tak pewnie jak podczas ostatniego występu. Na treningach czułem się bardzo dobrze, a podczas pojedynków jednak trochę kalkulowałem. Teraz uwierzyłem w swoje umiejętności, uwierzyłem w swoją moc i poznałem swoją wartość. Wiem po prostu, że mogę rywalizować z najlepszymi na świecie.

Po raz pierwszy do oktagonu wejdziesz również jako zawodnik z pierwszej piętnastki rankingu UFc w kategorii średniej. Zwycięstwo z Leitesem może okazać się przepustką do pierwszej dziesiątki i z pewnością da możliwość rywalizacji ze ścisłą czołówką dywizji -84 kg. Myślisz już o kolejnych walkach?

Najważniejsza jest kolejna walka, ale ja zawsze podkreślałem, że małymi kroczkami chcę dojść na sam szczyt swojej kategorii. W ten sposób doszedłem do UFC, następnie do TOP 15, a teraz czas na pierwszą dziesiątkę. Na wszystkie swoje sukcesy ciężko zapracowałem i nigdy nie rzucałem się na głęboką wodę.

Jesteś zawodnikiem notowanym w rankingach UFC, a mimo wszystko w Polsce jesteś sportowcem niedocenianym i niezbyt rozpoznawalnym. Z czego to może wynikać?

Myślę, że po prostu za mało walk toczyłem w Polsce, a nigdy nie biłem się na gali transmitowanej przez dużą telewizję. Przeciętny widz, który nie śledzi dokładnie poszczególnych gal, po prostu nie miał okazji, żeby mnie poznać. W Polsce jednak kibice bardziej doceniają i poświęcają więcej uwagi uczestnikom "freakfightów" niż prawdziwym sportowcom.

Masz zamiar trochę popracować nad swoją medialnością w naszym kraju? Po przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych będzie chyba trudniej...

Teraz postaram się popracować nad rozpoznawalnością swojego nazwiska za oceanem. Może przez to uda się jakoś dotrzeć do polskiej publiczności? Na razie jestem w Stanach Zjednoczonych, walczę w UFC i tu muszę budować swoją renomę.

Twoja walka dopiero w sobotę, ale jesteś już na miejscu w Brazylii. Jakie plany na ostatnie dni przed pojedynkiem?

Bardzo lubię przyjeżdżać do Brazylii. Ludzie są tutaj niezwykle przyjaźni, pozytywnie nastawieni. Mam sporo Brazylijczyków w American Top Team, więc znam ich mentalność. Słońce jest nieco zachmurzone, ale to nie psuje mi nastroju. Przede mną już chwile relaksu i odpoczynku przede wszystkim po wykańczającej podróży. Po drodze zaginęły nam na lotnisku bagaże, ale na szczęście w środę już je otrzymaliśmy. Pora zbijać ostatnie kilogramy i zbierać siły na sobotnią batalię!

Masz jakiś wymarzony scenariusz walki z Leitesem, który przewija się w Twojej głowie?

Zdecydowanie chciałbym powtórzyć scenariusz z ostatniego pojedynku, czyli szybko znokautować swojego rywala. Będę czekał na swoją szansę i jeśli nadarzy się taka okazja spróbuję ją wykorzystać.

W takim razie życzymy zwycięstwa. oby wszystko przebiegło zgodnie z planem i przede wszystkim bez kontuzji.

Dziękuję bardzo.