Można powiedzieć, że eks-legionista nie dał pograć napastnikom En Avant Guingamp, drużyny, która zajmuje piąte miejsce w tabeli Ligue1. Gdyby Menez nie zmarnował karnego, Żyrondyści odnieśliby wyjazdowy sukces na trudnym terenie, a wtedy nota Polaka (dostał 7) mogłaby być jeszcze wyższa. Reporterowi l’Equipe zaimponował spokój i opanowanie polskiego obrońcy, jak również trzy bezbłędne wślizgi,  które  wpłynęły na umieszczenie Polaka w jedenastce kolejki. Oglądałem całe spotkanie i zaimponowała mi gra Lewczuka. Świetnie się ustawiał, ze spokojem rozgrywał piłkę i raz nawet dogonił szybkiego Jimmy Brianda, zażegnując niebezpieczeństwo. Według mnie tworzyliby z Kamilem Glikiem świetną parę  w reprezentacji. Lewczuk gra równo (regularnie noty 6) od początku sezonu. Również wychodzący w Bordeaux dziennik Sud-Ouest, dał mu 7 i wybrał go  piłkarzem meczu: "Był prawdziwą ostoją obrony, dobrze komunikując się ze swoimi partnerami, a w szczególności z Gregorym Serticem, z którym grał po raz pierwszy w środku obrony".

 

Jak już wspominałem, wielkie powody do radości ma ostatnio Kamil Glik, którego czeka jutro decydująca przeprawa z Tottenhamem w Lidze Mistrzów. W 13. meczach zespół Monako strzelił w sumie 39 bramek (średnio 3 na mecz). Takiego wyczynu nie dokonał żaden z klubów Big-5 Europy. Przyjemnie ogląda się mecze zespołu z małego księstwa. Poniedziałkowy l’Equipe poświęca Glikowi obszerny artykuł zatytułowany "Glik, skała na rafie – polski wojownik, przyszedł do klubu w tym sezonie i stal się liderem obrony Monako". W artykule można znaleźć ciekawe recenzje : "Ten twardziel (1,90 m – 80 kg) który w tym sezonie wylądował w Księstwie, nie stracił potencjału snajperskiego  podczas przeprowadzki. Zdobył już trzy bramki w lidze, ale tą najpiękniejszą strzelił 27 września – w meczu z Bayerem Leverkusen, ratując remis dla swojego zespołu. Jednak ,mimo talentu snajperskiego, Glik jest przede wszystkim twardym obrońcą – ale grającym bardzo czysto, szczególnie w pojedynkach jeden na jeden. Odważny, silny, agresywny, wchodzi do boju jak gladiator na arenę".

 

Niemały wkład w zwycięstwo Olympique Lyon nad Lille (1:0) miał Maciej Rybus. Szczególnie dobrze sobie radził w pierwszej połowie. Zastąpił go w 80. minucie Matthieu Valbuena, kiedy nasz reprezentant wyraźnie tracił siły i przegrywał pojedynki. Za swój występ dostał notę 6. Podczas meczu z Lille rozmawiałem ze słynnym Bernardem Lacombe, szarą eminencją prezesa Jean-Michela Aulasa. "Klub jest zadowolony z Macieja, ale nie zapomnijmy, że z powodu kontuzji nie był w pełni przygotowany do sezonu. Pokazał się ostatnio z dobrej strony w Turynie, liczymy na niego w najbliższych meczach Ligi Mistrzów z Zagrzebiem I Sewillą"- powiedział mi Lacombe. Do rozmowy z Lacombem wrócimy niebawem.

 

Spora krytyka, niestety nie po raz pierwszy, spotkała natomiast Kamila Grosickiego. Kiedy gra w wyjściowym składzie, jakoś nie umie wykorzystać swych walorów. Tak było i tym razem na Roahzon Park przeciwko Angers, który w dziesiątkę wywiózł cenny remis z Bretanii (1:1). Występ Grosickiego został oceniony na 4 z takim komentarzem l’Equipe: "Polak praktycznie ani razu się nie przebił w swoim korytarzu, dodatkowo zmarnował stuprocentowe okazje do zdobycia bramki, kiedy znalazł się sam na sam z bramkarzem po podaniu Giovanniegi Sio w 43. minucie. Nie można mu zarzucić braku pracy w grze obronnej, ale od piłkarza tego kalibru oczekuje się zdecydowanie więcej w takim meczu". Polak grał przez 80 minut i został zastąpiony przez Paulo Henrique.

 

Wreszcie o meczu z polskimi akcentami. Waldemar Kita mógłby mieć powody do zadowolenia, gdyby jego zawodnicy mieli lepiej nastawione celowniki. Bo w sobotnie popołudnie Paryżanie, kolejny raz bez Grzegorza Krychowiaka, rozegrali najsłabszy mecz w tym sezonie i jak się potocznie mówi ,,byli do wzięcia’’. Ich bramkarz, Kevin Trapp, wielokrotnie ratował sytuację, do remisu było bardzo blisko. Mariusz Stępiński, grał do 68. minuty, dostał zaledwie notę 3. Waleczności i zadziorności nie można mu odmówić. Za często dawał się łapać na spalonym. Takie mecze jak ten na Parc des Princes, to dla niego, jak na razie, za wysokie progi.