Gorszy okres gry Manchesteru City miał już minąć. Drużyna Pepa Guardioli z meczu na mecz grała coraz lepiej, chociaż mimo to zdarzały jej się wpadki, jak m.in. ta z Borussią Moenchengladbach w Lidze Mistrzów. Drugi mecz z rzędu w podstawowym składzie rozpoczął Yaya Toure, który w poprzedniej kolejce praktycznie w pojedynkę zapewnił ”Obywatelom” zwycięstwo z Crystal Palace.

 

O tym, że Burnley jest groźne na własnym boisku przekonali się w tym sezonie już zawodnicy m.in. Evertonu czy też Liverpoolu. W 14. minucie na własnej skórze doświadczyli tego również piłkarze City. Wtedy to genialnym, precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego popisał się Dean Marney. ”Obywatele” potrzebowali nieco ponad 20 minut by wyrównać. Ogromne zamieszanie w polu karnym gospodarzy wykorzystał Sergio Aguero. Kolejne nieszczęście Burnley przyszło w końcówce pierwszej połowy. Zdobywca bramki na 1:0 doznał kontuzji i musiał przedwcześnie opuścić boisko, ale żeby tego było mało podobny pech spotkał Johanna Gudmundssona i po 45 minutach Sean Dyche miał do wykorzystania tylko jedną zmianę.

 

Kilka minut trwania drugiej połowy przyniosło… kolejną roszadę. Tym razem murawę opuścił Raheem Sterling. Gościom udało się wyjść na prowadzenie znowu wykorzystując ”kocioł” w szesnastce oraz poważny błąd defensywy rywali. Piłkarze Guardioli przeważali, lecz Burnley co chwilę się odgryzało. Długa piłka od bramkarza i walka w powietrzu dominowały w taktyce gospodarzy. "The Citizens" dowieźli prowadzenie do ostatniego gwizdka arbitra i przynajmniej na kilka godzin zostali liderami Premier League.

 

Burnley FC - Manchester City 1:2 (1:1)
Bramki: Marney 14 - Aguero 37, 60