Analiza wczorajszego ćwierćfinału z udziałem Virtus.pro okiem Janusza 'hayabusy' Kubskiego

E-sport
Analiza wczorajszego ćwierćfinału z udziałem Virtus.pro okiem Janusza 'hayabusy' Kubskiego

Po przegranym przez Virtus.pro ćwierćfinałowym spotkaniu drugiego sezonu ELEAGUE, porażkę Polaków postanowił skomentować specjalnie dla naszych czytelników Janusz 'hayabusa' Kubski. Osoba ta jest bardzo dobrze znana fanom Counter-Strike'a i co więcej uważany jest za ojca polskiej sceny tej właśnie gry.

Wynik nie jest dla mnie zaskoczeniem. Spodziewałem się podobnego rezultatu. W zasadzie to nawet myślałem, że może być 2:0 dla przeciwnika i zaskoczył mnie pozytywnie fakt, że na starcie Virtus.pro radziło sobie tak dobrze. Grających tak zespołowo Polaków, jak na nuke, nie widziałem od dłuższego czasu. Skoordynowane ataki, zero solówek, siła w jedności. FaZe jest dla VP trudnym, niewygodnym przeciwnikiem. Choć pierwsza mapa wskazywała nam na dość pewnego zwycięzcę spotkania, jako że Polacy robili na tej mapie właściwie co chcieli i to mimo przegranej rundy pistoletowej. Niemniej, druga runda pokazała, że VP ma problemy w analizowaniu sytuacji.

 

Przegrane pistolety w obronie i trzy kolejne rundy. Potem dobra obrona, szczególnie że ataki przeprowadzane były na górnym BS A, gdzie stało trzech, a nawet czterech Polaków. Obrona w pierwszej chwili wyglądała na szczelną, ale FaZe zorientowało się, że na bombsite A stoi trzech przeciwników, a do tego często skracają ‘długą’ i wejście tam staje się niemożliwe. Przy stanie 6:3 dla Virtus.pro nastąpiła pierwsza zmyłka i w konsekwencji błąd polskiej drużyny. Skracania na B pilnował tylko k1oShiMa i został zabity. Polski zespół przesunął się jednak na BS B, a FaZe w tym czasie zdobyło A. Potem znów mieliśmy opanowanie sytuacji na dwie rundy, ale od 8:4 polski zespół przegrał wszystkie pozostałe odsłony. FaZe zaczęło atakować B, gdzie stało dwóch Polaków, a przy okazji obstawiało miejsca, skąd mogła iść pomoc, i te ataki były miażdżące.

 

Po zmianie stron udało się wygrać pistolety. Dwóch graczy FaZe skróciło długą, gdzie absorbował ich Snax, a tymczasem atak naszych skierowany został na B. Potem kolejna runda wygrana i następna, która wydawała się formalnością, bo FaZe poszło na bombsite górny, a VP weszło łatwo na dolny i podłożyło bombę. Niestety jednak nie zdołało jej obronić przed antyterrorystami. Snax zginął próbując skrócić przejście na górny BS, a Neo nie upilnował tyłów, obaj zresztą mieli tylko pistolety. Reszta przeciwników, choć obita, odbiła BS i rozbroiła bombę.

 

Kolejna runda, mimo że była bliska wygranej, nie powiodła się ze względu na upływ czasu. Następna okazała się jeszcze tragiczniejsza. VP zdobyło dolny BS, zabiło dwóch przeciwników, ale nie zorientowało się, że był tam jeszcze k1oShiMa, który zabił jednego, potem drugiego, podkładającego bombę Polaka, w końcu zabijając jeszcze trzeciego z naszych. Do tego dołożył się Rain, przez co Pasha został sam.

Kilka ataków było co prawda bliskich powodzenia, ale ani jeden się nie udał. Polacy atakowali raz jeden, raz drugi BS, a FaZe dostroiło się do tego rytmu i idealnie wyczuwając sytuacje przesuwało trzech zawodników do obrony właśnie w to miejsce, gdzie szedł atak. Polski zespół w ataku zdobył tylko dwie rundy, FaZe aż siedem, ale to była ich mapa. Na usprawiedliwienie.

 

Trzecia mapa zaczęła się dobrze , bo wygranymi pistoletami. Graliśmy w obronie. Wygraliśmy trzy kolejne rundy i w końcu przegraliśmy czwartą. Aizy przetrzymał dwóch naszych i choć Taz go zabił, nie miał już czasu na rozbrojenie. Graliśmy pół eco: trzy karabiny i dwa pistolety. Niestety odpuściliśmy środek i trzech graczy FaZe weszło na nasz teren jak po swoje. Zagraliśmy eco z jednym pozostałym AWP w rękach Snaxa i w bardzo ładnym stylu owe eco zwyciężyliśmy.

 

Potem jednak w podobnym stylu przegraliśmy i to my w następnej rundzie mieliśmy osłabiony arsenał, co FaZe bezlitośnie wykorzystało. Ocalał znów tylko Snax ze snajperką, ale po chwili zginął i zrobiło się 5:4 dla przeciwnika. Potem 5:5 po standardowym ataku i obronie, aż w końcu zdecydowaliśmy się na skrócenie środka, co przyniosło fatalne efekty.

 

Mieliśmy dwie rundy eco i obie przegraliśmy. W drugim zaczęło się źle od celnego strzału Allu na wiwat, na środku, przez smoke’a, uśmiercając Neo. FaZe wygrało dwie kolejne z trzech pozostałych do zmiany stron odsłon i pierwsza połowa decydującej mapy zakończyła się przegraną 6:9. Od korzystnego wyniku 3:0 zdobyliśmy tylko trzy rundy, zaś FaZe aż dziewięć.

Po zmianie stron znów przegraliśmy pistolety, chociaż bilans trzech wygranych rund pistoletowych i trzech przegranych to w wykonaniu Virtus.pro i tak sukces , bowiem nasz zespół potrafi ich przegrywać mniej więcej 80%, co ma potem wpływ na kolejne rundy, gdzie trzeba grać z niepełnym uzbrojeniem.

 

Druga runda była jednak wyrównana. Zabiliśmy czterech przeciwników i zdobyliśmy trochę gotówki. Zdecydowaliśmy się na tzw. force buy, kupujący lepsze pistolety i scouta dla Neo. To właśnie od jego dobrej akcji zaczęła się runda. Potem mieliśmy dwie kolejne odsłony, w których FaZe nie posiadało pieniędzy na zakup broni i zmuszone było grać eco, czyli oczywiście rundy ekonomiczne.

Gdy rywale zdobyli bronie, skończyła się krótka fala wygranych. Rezultat wskazywał 11:9 dla przeciwnika. W końcu ponownie zaczęliśmy wygrywać. Atakowaliśmy w podobny sposób, zdobywając środek, ale nasze ataki szły w różnych kierunkach, z czym przeciwnik nie dał sobie rady, tym bardziej, że środek nie był pilnowany zbyt dokładnie, dzięki temu mogliśmy atakować z kilku stron każdy z BS'ów i zrobiliśmy to naprawdę dobrze.

 

Podobny błąd w obronie w jednej z rund zrobił Neo, nie obserwując właśnie środka, pozwalając tym samym wejść nawet kilku atakującym na teren newralgiczny. Mówi się, że kontrola środka to połowa sukcesu na tej mapie. FaZe w końcu zaczęło zdawać sobie z tego sprawę i uważniej pilnowało środka. Dwudziesta czwarta runda przy stanie 12:11 dla Polaków zaczęła się jednak niezbyt szczęśliwie. Rain ostrzeliwując przez smoke miejsca, gdzie mógł się ukrywać przeciwnik i zabił byalego. Poszliśmy na wymianę, zabijając Allu, później na kolejną, ale przeciwnik potrafił jednak doprowadzić do remisu. Przegraliśmy kolejną rundę, ale już nie mogliśmy wchodzić środkiem, bowiem ten był bacznie obserwowany na zmianę przez dwóch graczy FaZe: Raina i allu.

 

Kolejna runda była bardzo ciekawa. FaZe miało tylko broń zachowaną przez allu, który został na otwartym bombsite, a cała reszta rozstawiła się na zamkniętym, gdzie najwyraźniej szykowało pułapkę. W poprzedniej rundzie tam właśnie zaatakowali Polacy. Potem jednak, nie widząc przeciwnika, przenieśli się na środek, a w końcu skrócili go w stronę wejścia do wentylacji, gdzie przyczaił się Snax i byali. Ta wycieczka dla FaZe skończyła się źle. Zginęło trzech rywali, potem czwarty i tylko Allu zabił na koniec ze snajperki dwóch polskich graczy, co miało niestety swoje konsekwencje, bowiem mimo wygranych rund, sytuacja finansowa Polaków była nieciekawa.

 

Zaczęło się od mołotowa w stronę "boosta", którym wcześniej łatwo przechodził polski zespół. Potem zginął byali - ta akcja zasłużyła na szczególną uwagę, jako że obrońcy zawsze do wejścia do tzw. maina rzucali smoki, by w ten sposób powstrzymać atak. Tym razem jednak Aizy przez te smoke’i przeszedł do wnętrza i po cichu wskoczył na skrzynki, z których widział głowę byalego. Jeden strzał i mieliśmy jednego Polaka przy życiu mniej. Tu niestety wycieczka jednego z reprezentantów Virtus.pro, którego nikt nie ubezpieczał, skończyła się źle.

I znów Polacy próbowali przejąć środek, a atak szedł na bs otwarty, tzw. Mainem. Od drzwi zawsze szedł Taz. Pasha natomiast, zamiast zeskoczyć, cofnął się do ‘maina’. Zaczęło się dobrze. Zginął Rain. Mieliśmy wyrównanie, ale w chaosie Taz zabił Neo i wszystko się "posypało".

Kolejna runda. Polacy wciąż na prowadzeniu, ale FaZe już nie zapominało o środku. Allu zabił Snaxa. Środek opanowany. Szczęścia spróbował Neo, przechodząc boostem, ale nie wiedział, gdzie ukrywał się Allu i również zginął, a w tym samym czasie w nieudanym ataku na BS zamknięty życie stracili także Taz i Pasha. Mieliśmy wyrównanie 14:14 i nieubłaganie zbliżał się koniec. Sytuacja finansowa polskiej drużyny pozwala na ‘force buy’, ale chyba nie był to dobry pomysł, bowiem i w tej, i w kolejnej rundzie nie mieliśmy pełnego uzbrojenia - obie niestety przegraliśmy.

 

Niemniej, druga mapa okazała się bardzo wyrównana. Remis był w zasięgu. Przy życiu pozostało dwóch Polaków i dwóch graczy FaZe. Podłożyliśmy bombę, ale Neo niestety nie spodziewał się Raina od tyłu i w zasadzie wcale nie sprawdził tego kierunku. Zginął, chwilę po nim Taz i było po meczu. Przegraliśmy i odpadliśmy z turnieju, zajmując miejsce 5-8.

 

Trudno powiedzieć, co zaważyło na przegranej. Mapa de_cache była mapą wyrównaną, jednak oddaliśmy w CT zbyt dużo rund i potem musieliśmy gonić. I choć dogoniliśmy, a nawet na chwilę wyszliśmy na prowadzenie, przeciwnik zorientował się w czym rzecz i przegrupował się. Kontrola środka była tu kluczowa - dopóki my go zdobywaliśmy, wygrywaliśmy niemal rundę za rundą, natomiast gdy to przeciwnik opanowywał sytuację, my mieliśmy problem. To z kolei pokazało, że taktycznie mieliśmy opanowane dobrze jedno rozwiązanie. I tylko jedno. Wszystkie pozostałe ataki były dużo gorsze. Do tego kilka rund było wyjątkowo pechowych. Strzały z kosmosu na wiwat i ze 3 śmierci, TK, czyli ‘team kill’ w kluczowym momencie, gdy można było jeszcze wygrać rundę i pech.

 

 

PODSUMOWANIE

 

Z pewnością nie był to najgorszy mecz Virtusów. Był pechowy, owszem, ale FaZe nadal nad nami dominuje. Tegoroczny bilans to 9:3 w mapach dla przeciwnika. Taki sam bilans mieliśmy w rundach na de_overpass, gdy skończyła się nasza przewaga ze względu na wygranie pistoletów na starcie. Czy to znaczy, że FaZe jest 3x lepsze? Nie, ale nie umiemy z nimi grać. Jak de_nuke było idealnie zagraną mapą zespołowo, tak kolejne już takimi nie były, a wynik, choć na trzeciej lokacji był wyrównany, smuci, szczególnie ten z overpassa, bo tam błędów zrobiliśmy mnóstwo, a przecież prowadziliśmy już wysoko.

 

Końcówka roku niezbyt udana dla Virtus.pro, niestety. Nie ma awansu na ECS, który zacznie się za tydzień. Fatalny bilans ośmiu ostatnich spotkań w postaci jednej wygranej i siedmiu porażek wskazuje, że Polacy są w słabej formie i to spotkanie, mimo demolki na pierwszej z map w zasadzie to udowodniło. Dla mnie nie ma niespodzianki, choć po de_nuke obudziła się nadzieja. Dwie godziny później to ja się obudziłem.

Janusz Kubski
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie