Manchester United musi poprzez seryjne zwycięstwa jak najszybciej odrabiać straty do czołówki z początku sezonu. Zespół Jose Mourinho na Goodison Park próował postawić na minimalizm i to ostatecznie skończyło się kolejną wpadką. Czerwone Diabły wydawały się mieć kontrolę w tym niezbyt porywającym widowisku, jednak Everton zdołał uratować punkt w samej końcówce.

Goście na prowadzenie wyszli po kiepskim zachowaniu broniącego w barwach The Toffees Maartena Stekelenburga, który nieodpowiedzialnie wybiegł do Zlatana Ibrahimovica, Szwed zaś w ekwilibrystyczny sposób wysokim łukiem przelobował rywala. Piłka długo zmierzała w stronę siatki gospodarzy, zatańczyła na linii bramkowej, a sędzia Michael Oliver bramkę uznał dopiero po sygnale z goal-line technology.

Gospodarze w drugiej połowie mieli zaledwie jedną dogodną sytuację, którą po wyśmienitej kombinacji zmarnował Kevin Mirallas. Doskonałym instynktem popisał się wówczas David de Gea. Gdy wydawało się, że goście dowiozą jednobramkowe zwycięstwo brak zimnej krwi w obrębie własnej szesnastki zaprezentował były gracz Evertonu, Marouane Fellaini. Belg równo z trawą wyciął Idrissę Gueye, zaś Leighton Baines nie pomylił się z jedenastu metrów mimo prawidłowej reakcji hiszpańskiego bramkarza przyjezdnych.

To czwarty remis Manchesteru United w ostatnich pięciu spotkaniach. Czerwone Diabły tracą do prowadzącej Chelsea aż 13 punktów i pozostają na dopiero szóstym miejscu w tabeli.

Everton - Manchester United 1:1 (0:1)

Bramki: Baines k. 89' - Ibrahimovic 42'

Everton: Stekelenburg; Coleman (Holgate 67'), Williams, Funes Mori, Baines; Gueye, Barry, Cleverley (Deulofeu 65'); Bolasie (Valencia 68'), Lukaku, Mirallas

Manchester United: De Gea; Valencia, Jones, Rojo, Darmian; Herrera, Carrick, Pogba; Mkhitaryan (Fellaini 85'), Ibrahimovic, Martial (Rashford 83')

Żółte kartki: Barry, Lukaku - Rojo, Fellaini, De Gea