Opona przejściowa była ratunkiem w sytuacjach, w których tor jest zbyt wilgotny i niebezpieczny na pozbawione nacięć ogumienie typu slick, ale niewystarczająco mokry na klasyczne deszczówki, które w takich warunkach szybko się przegrzewały i zużywały.

Kiedy w 2009 roku japoński Bridgestone został wyłącznym dostawcą ogumienia w MotoGP, organizatorzy postanowili zrezygnować z opon intermediate, a także zakazać ekipom samodzielnego nacinania slicków, co także było wówczas popularną praktyką.

Za przejściówkami nikt specjalnie nie tęsknił, choć były takie sytuacje, kiedy rzeczywiście ich brakowało. Przykładem niech będzie słynny wyścig w Jerez w 2011 roku. Większość kibiców zapamiętała te zmagania z powodu zderzenia Valentino Rossiego i Caseya Stonera oraz słów Australijczyka, który powiedział Włochowi przy kamerach „twoja ambicja przerosła twój talent”. Ci, którzy dojechali wówczas do mety, mieli jednak inne zmartwienia. Z uwagi na dość wysoką temperaturę mokry asfalt sprawił, że opony typu wet na finiszu przypominały slicki, ponieważ zwyczajnie się przegrzały i rozpadły. W takich sytuacjach przejściówki byłyby idealną alternatywą.

Opon tego typu często brakowało także podczas treningów wolnych, które odbywały się w zmiennych warunkach, np. na przesychającym po wcześniejszych opadach deszczu torze. Zawodnicy nie chceli ryzykować jazdy na slickach, ani niepotrzebnie przegrzewać i zużywać wetów, więc na długo chowali się w garażach, a na ekranie niewiele się działo. Choć takie sytuacje nie zdarzały się często, w ostatnich latach coraz głośniej słychać było prośby o powrót opon intermediate. Szczególnie w obliczu przepisów pozwalających na zmianę ogumienia podczas wyścigów rozgrywanych w zmiennych warunkach.

Gdy z MotoGP wycofał się japoński Bridgestone, nadarzyła się ku temu idealna okazja. Wraz z powrotem francuskiej marki Michelin w tym roku wróciły także przejściówki, ale nie zrobiły furory. Podczas sporadycznych sesji w niepewnych warunkach zawodnicy nadal woleli czekać w garażach na poprawę sytuacji na torze, zamiast ryzykować wywrotkę. Część z nich przez wiele miesięcy nie przejechała na nowych oponach ani okrążenia.

Na niektórych zemściło się to podczas lipcowego wyścigu o Grand Prix Niemiec, podczas którego praktycznie cała stawka zmieniała ogumienie; startując na deszczówkach, a następnie przesiadając się na przejściówki lub slicki. Sęk w tym, że wyścig i tak wygrał Marc Marquez, który zmienił opony właśnie z wetów na slicki. „Ustaliliśmy z zespołem już przed sezonem, że w takich sytuacjach opony przejściowe praktycznie dla nas nie istnieją – powiedział później. - Jeśli już zmieniamy ogumienie, to albo z deszczówek na slicki, albo ze slicków na deszczówki.”

Już pod koniec sezonu, w Walencji, pojawiła się propozycja, aby za rok zrezygnować z przejściówek. Dziś organizatorzy potwierdzili, że tak faktycznie się stanie. Zawodnicy do swojej dyspozycji dostaną za to trzecią mieszankę opon typu slick, co może jeszcze bardziej uatrakcyjnić niedzielne wyścigi. Czy rekord dziewięciu różnych zwycięzców zostanie pobity?