Cztery hymny: meksykański, amerykański, Samoa i Nowej Zelandii dla głównych aktorów pojedynku o wakujący pas WBO, amerykański sędzia Tony Weeks na ringu w Auckland, rodzinnym mieście Parkera, okrągłe, zastawione stoły wokół – taka była otoczka tego wydarzenia na końcu świata.

 

Niepokonani Parker i Ruiz wiedzieli, że mogą zostać pierwszymi w historii swoich krajów mistrzami wagi ciężkiej. Mający samoańskie korzenie Nowozelandczyk, srebrny medalista I Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich w Singapurze (2010) i brązowy medalista MMŚ w Baku, w tym samym roku, był w lepszej sytuacji, bo walczył u siebie. Andy Ruiz Jr, Meksykanin z Kalifornii, zapewne w tej sytuacji miał świadomość, że musi zrobić coś więcej, by zasłużyć na zwycięstwo.

 

Wydawało mu się jednak, że zrobił wystarczająco dużo, by wygrać, dlatego po ogłoszeniu werdyktu był rozczarowany. – Czuję, że nie przegrałem tego pojedynku, w najgorszym wypadku zremisowałem – mówił zaraz po walce.

 

Jeden z sędziów tak właśnie punktował: 114:114, ale dwóch pozostałych widziało minimalną wygraną Josepha Parkera (115:113, 115:113). I prawdę mówiąc trudno m się dziwić.

 

Joseph Parker ma dopiero 24 lata i już jest mistrzem. Zapewne nie najlepszym w tej kategorii, ale przyszłość przed nim. Ma dobre warunki fizyczne, jest silny i co ważne, myśli w ringu. Z Ruizem nie poszedł na wojnę w półdystansie, bo to nie byłby dobry pomysł. Meksykanin ma szybsze ręce, wyprowadza błyskawiczne kombinacje ciosów bitych w różnych płaszczyznach i  potrafi przyjąć całkiem mocne bomby, więc Parker punktował go z defensywy lewym prostym zmieniając go czasami na lewy sierpowy i kontrował prawym na korpus czy głowę.

 

Pierwsze rundy przegrał, ale później był już skuteczniejszy. Być może remis byłby sprawiedliwy, ale dalej nie byłoby mistrza. Optycznie lepiej wypadł Ruiz, który cały czas wywierał presję, ale  odnosiłem wrażenie, że za mało było w jego boksie przyśpieszeń i ponowień akcji. Gdyby to zrobił, zapewne wyrwałby jeszcze jedną, czy dwie rundy i to on wróciłby do domu z mistrzowskim pasem. Ale i tak zrobił dobre wrażenie, ma 27 lata i jestem przekonany, że dostanie jeszcze szansę. Tylko w walkach z wyższymi od Parkera rywalami, takimi jak Joshua czy Wilder, miałby jeszcze większe problemy. Niestety niewielki zasięg nie jest jego sprzymierzeńcem. Ręce ma szybkie, ale nogi wolne.

 

A Parker? Ciekawy jestem jak na jego tle pokazałby się Artur Szpilka.