Prawdziwa klęska organizacyjna podczas mistrzostw Polski w Olsztynie. Awaria sprzętu pomiarowego wywołała gigantyczne opóźnienie i skandal, bowiem organizatorzy musięli mierzyć czasy dwóch konkurencji... stoperami. Rozwiązanie, które czasy swojej świetności miało kilkadziesiąt lat temu nie mogło pozwolić na dokładne pomiary czasów.

O czasach poszczególnych zawodników decydował więc ręczny pomiar czasu, czyli de facto... refleks sędziów, miarodajny co najwyżej na lekcjach wychowania fizycznego w szkołach... Sposób weryfikacji wyników wzbudził sprzeciw zawodników oraz trenerów, więc zawody trzeba było odwołać.

Podczas zawodów działy się rzeczy kuriozalne, a błędy aparatury odbijały się na wynikach czołówki. Po zawodach relacjonował Kacper Majchrzak, jeden z czołowych postaci zawodów:
Najszybszy czas popłynęliśmy w sztafecie mieszanej 4x50m zmiennym, ale aparatura pokazała dyskwalifikację. W półfinale 50m dowolnym pierwsza seria nie ujrzała wyników na tablicy... Największą tragedią jest fakt, że takie rzeczy dzieją się na największej polskiej imprezie.
- Muszę przyznać, że widziałem taką sytuację po raz pierwszy w swojej karierze. Ostatni raz czas mierzono mi stoperem, gdy miałem 10 lat. - komentował doświadczony olimpijczyk, Paweł Korzeniowski.

Co ciekawe, całą sytuację niejako przewidział jeden z czołowych polskich pływaków, Konrad Czerniak. Pływak zdecydował się w tym czasie wziąć udział w... mistrzostwach Hiszpanii.

Całość artykułu w serwisie Przeglądu Sportowego pod tym linkiem.