24 godziny w Moskwie: Abel Sanchez był w narożniku walczącego o prawo do pojedynku o mistrzostwo świata Denisa Szafikowa, w nocnym klubie, gdzie walkę oglądało 70 rosyjskich bogaczy i dzień  później, przed 14 tysiącami widzów dopingujących Denisa Lebiediewa przeciwko jego pięściarzowi, Muratowi Gasijewowi. Pierwsze co Szafikow i Gasijew zrobili po swoich zwycięstwach, to rzucili się trenerowi na szyję. „Dla mnie charakter znaczy więcej niż talent. Wyrzucałem z treningów, dziękowałem za współprace pięściarzom, którym się wydawało, że są królami świata zanim coś wygrali. Co z tego, że byli utalentowani? Talent to początek, niekoniecznie najważniejsza rzecz w boksie” – mówił mi Sanchez, którego bliżej poznałem w 2013 roku, przed walką Gołowkina z Rosado. Wtedy był jeszcze – podobnie jak chłopak z Kazachstanu – jednym z wielu.

 

Każdy dziś wie, kim jest Sanchez... i GGG. „Jordan Brand” najważniejsza z serii produkcyjnych giganta jakim jest „Nike” wybrała Gienadija Gienadiejewicza Gołowkina jako drugiego obok Andre Warda reprezentanta na  światowym rynku sportowym. Trzy lata temu Gołowkin walczył jeszcze za drobne, ale Sanchez miał żadnych wątpliwości, że trenuje przyszłego dominatora, nie „tylko” mistrza świata. „Od początku miałem pełne zaufanie do Sancheza. Gdyby powiedział, kiedy zaczynaliśmy współpracę z GGG, że to nie ma przyszłości, nie byłoby Gołowkina jakiego wszyscy kochają oglądać. Nic się między nimi od pierwszej walki, do dziś nie zmieniło. Abel mówi, Gienadij słucha. I wygrywa. ” – mówi Tom Loeffler, opiekun GGG z ramienia K2 Promotions.

 

Wróćmy do Moskwy. Gołowkin wiedział, jak ważna jest dla Sancheza wygrana Gasijewa z Lebiediewem. Bez słowa zachęty ze strony trenera, Gołowkin przyleciał specjalnie, na kilka godzin tylko na walkę do Moskwy i tylko po to by porozmawiać przed walką o tytuł z zaledwie 23-letnim Gasijewem. „Jak trener Sanchez wygrywa, to ja wygrywam. Jak przegrywa, to ja też mam zły humor. A ja nie lubię być w złym humorze, wszyscy pracujemy. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Tego w Big Bear Abel uczy każdego dnia” – mówi Gołowkin. „Ale wszyscy wiedzą, że lider jest tylko jeden i nazywa się Abel Sanchez. I lepiej niech nikt próbuje się o tym przekonać na własnej skórze...”

 

Sanchez przystosował do amerykańskiej rzeczywistości styl Gołowkina, zmienił styl Gasijewa, pracuje nad agresywnością i przygotowaniem fizycznym Andy Ruiza Jr. Kto wie, jak wyglądałaby mistrzowska walka tego ostatniego z Joe Parkerem, gdyby Sanchez miał szansę dłużej mieć u siebie zdolnego Meksykanina. Do Nowej Zelandii, Sanchez poleciał prosto z Moskwy. Osiem dni, trzy mistrzowskie walki, różne kontynenty. Normalka dla Najlepszego Trenera Roku.