Filipovic to jeden z najbardziej efektownie walczących zawodników w historii wagi ciężkiej. Większość zwycięstw odniósł przez nokaut, a konkretnie przez firmowe wysokie kopnięcie, które na zawsze będzie przypisane do jego nazwiska. W trakcie kariery wygrał m.in. turniej PRIDE oraz kilka dni temu Rizin FF. W tym pierwszym jednego dnia znokautował takie postacie jak Wanderlei Silva czy Josh Barnett, a na tym drugim - również przed czasem - uporał się choćby z Muhammedem "King Mo" Lawalem.

- To koniec mojej kariery. Problemy zdrowotne nie pozwalają mi na jej kontynuowanie - powiedział.

Na pewno nie była to dla niego łatwa decyzja, ale zakończenie kariery w blasku chwały - po zwycięstwie w turnieju Rizin i siedmiu wygranych walkach z rzędu - było chyba najlepszą możliwą decyzją. Co ciekawe, Chorwat nie wyklucza jednak pojedynku pożegnalnego, ale stanie do niego tylko wtedy, gdy w pewni wyleczy swoją kontuzję.

- Nie chcę czuć tego, co czułem, przygotowując się do turnieju. Wiem, że często mówiłem o zakończeniu kariery, ale teraz to jest definitwny koniec - dodał.

W trakcie kariery "Cro Cop" był głównie związany z dwoma organizacjami - UFC oraz PRIDE.