Na kogo pan stawia w Turnieju Czterech Skoczni?

 

Martin Schmitt: Na Kamila Stocha. Nie mówię tego dlatego, że jest pani z Polski. Stawiałem na niego do samego początku i chyba się nie pomyliłem. To w tej chwili najbardziej równy i stabilny zawodnik. Potrafi poradzić sobie z różnymi warunkami, a poza tym ma świetny charakter do walki. Jest waleczny, a trudności go jeszcze nakręcają.

 

Jest teraz mocno obolały po upadku w serii próbnej trzeciego konkursu w Innsbrucku. Ma stłuczony bark. Poradzi sobie z tym?

 

Jeśli tylko nie ma złamania, a nie ma, to na pewno tak. Oczywiście to nie jest łatwa dla niego sytuacja, ale to doświadczony zawodnik. To nie był jego pierwszy upadek na skoczni. Nie wynikał także z jego błędu – to czynniki, które pomogą mu szybciej psychicznie dojść do siebie. Skoczkowie często muszą radzić sobie z bólem, dlatego uważam, że tutaj nie powinno być problemu.

 

Stoch traci obecnie do Daniela Andre Tandego 1,7 pkt. Za nimi jest Stefan Kraft, który ma 16,6 pkt mniej od lidera. Rozgrywka będzie już tylko między Norwegiem a Polakiem?

 

Wydaje mi się, że tak. Stefan jest mocno osłabiony przez chorobę. Z tym jest trudniej walczyć niż z bólem po upadku. Nie ma praktycznie odpoczynku po konkursie w Innsbrucku, a to w jego sytuacji nie jest korzystne.

 

Dla Polaków zapowiada się historyczny występ w Turnieju Czterech Skoczni. Nie tylko Stoch wypada znakomicie, ale czwarty jest Piotr Żyła, siódmy Maciej Kot. Myśli pan, że to zasługa trenera Stefana Horngachera?

 

Zdecydowanie tak. Znam się bardzo dobrze ze Stefanem. Wiem, jakie ma metody treningowe. To nie jest przypadek. Postęp widać u każdego zawodnika z Polski.

 

Jakim zatem człowiekiem i trenerem jest Horngacher?

 

Dla ludzi z zewnątrz może wydawać się zamknięty w sobie, ale to analityk. Bardzo dobrze odczytuje sygnały, jakie dają mu zawodnicy, nawet takie niewerbalne. Dba o każdy szczegół w treningu i doskonale potrafi nastawić psychicznie.

 

Co zatem zmieniło się w polskich skoczkach?

 

Gołym okiem wielu rzeczy nie widać, ale np. Kamil zmienił pozycję dojazdową. To chyba nawet bardziej widoczne jest u Żyły. Poza tym każdy z nich potrafi powtórzyć dobry skok. To sztuka. Tu nie ma żadnego przypadku. Wszystko jest wyćwiczone, wytrenowane. Tak, by jak zawodnik siada na belce, nie myślał, o tym jak to zrobić, ale po prostu zjechał i skoczył.