Tomasz Swędrowski: Mariusz, trafiliście z piekła do nieba. Wyświechtane powiedzenie, ale jak najbardziej adekwatne.

 

Mariusz Wlazły: Można tak powiedzieć. Na pewno nie szło nam tak, jakbyśmy oczekiwali. Początek układał się dobrze, ale później nasze błędy sprawiły, że przegraliśmy dwa sety. Staraliśmy się czerpać jak najwięcej radości z tego, co robimy. Ważne było to, co działo się w danej chwili. Myślę, że to był klucz do zwycięstwa.

 

Około czterdziestu ataków. Żyjesz?

 

Dwadziestu lat już nie mam. Na pewno czuję to w kościach. Jestem przydatny temu zespołowi i to jest dla mnie największa satysfakcja.

 

Cała rozmowa z Mariuszem Wlazłym w załączonym materiale wideo.