Kot o świętowaniu po TCS: W pokoju słuchaliśmy Zenka!

Inne
Kot o świętowaniu po TCS: W pokoju słuchaliśmy Zenka!
fot. PAP

65. Turniej Czterech Skoczni zakończył się historycznym sukcesem polskich skoczków. Całą imprezę wygrał Kamil Stoch, drugi był Piotra Żyła, a tuż za podium uplasował się Maciej Kot. Ten ostatni w rozmowie z Polsat Sport.pl opowiedział świetnych występach i zdradził jak wyglądało świętowanie po zawodach.

Adam Sławiński: Dotarło do was jak wielki sukces osiągnęliście w święto Trzech Króli?

 

Maciej Kot: Rzeczywiście... fajnie się o nas mówi, że tymi trzema krolami jesteśmy razem z Kamilem i Piotrkiem (smiech). Najbardziej cieszy, że pokazaliśmy siłę jako cała reprezentacja. W finałowych zawodach cała szósta punktowała. To pokazuje tę siłę zespołu. Kiedyś tego brakowało, a kiedy jest duch zespołu, fajna atmosfera, to łatwiej osiągać indywidualne sukcesy. Ciężko byłoby to osiągnąć bez sztabu.

 

Do pełni sukcesu, to zabrakło chyba tylko normalnie odegranego hymnu.

 

(smiech) No tak… W tym sezonie to mamy pecha! W Norwegii w ogóle nam nie zagrali hymnu, a w Austrii zagrali go w sposób, który uniemożliwiał śpiewanie, a było bardzo dużo polskich kibiców i miło byłoby go odśpiewać… Nasz hymn najlepiej brzmi, kiedy jest grany bardzo żywo, dynamicznie, a tym razem przypominał bardziej pieśń pogrzebową, co było zupełnie nieadekwatne do sytuacji. W przyszłym roku będzie trzeba dać im szansę do poprawienia się (śmiech).

 

Jesteś niesamowicie ambitnym człowiekiem i jak cię znam, to po TCS czułeś niedosyt. Podium było blisko.

 

Dokładnie. Zabrakło zaledwie trzech… może czterech metrów. Łatwo policzyć, że gdybym w każdym skoku po pół metra to podium TCS byłoby w całości polskie. Mimo wszystko podszedłem do tego w inny sposób. Daniel Andre Tande skakał naprawdę bardzo dobrze. Jemu to podium po prostu się należało. Myślę, że gdybym wskoczył na to trzecie miejsce zamiast niego, bo on miał problemy z wiązaniem w ostatnim skoku, to nie czułbym z tego satysfakcji. Moje skoki widocznie nie były na tyle dobre, żeby znaleźć się na podium. Chciałbym w przyszłości tam być dzięki własnym dobrym skokom, a nie pechu rywala.

 

Mieszkasz z Piotrem Żyłą w pokoju. Jak on zareagował na swój sukces?

 

Myślę, że dla wszystkich, również dla samego Piotrka, jego drugie miejsce było wielkim zaskoczeniem. Trochę mu zajęło, żeby zrozumieć co zrobił i jaki wynik osiągnął. Najważniejsze, że nie dał się ponieść presji. Po prostu skakał tak jak potrafi. Cieszył się skokami. Radość była wielka, ale nie było czasu na świętowanie. W pokoju z Piotrkiem zagraliśmy jeszcze partyjkę w pokera. Musiałem mu się zrewanżować (smiech).

 

Łukasz Kruczek gratulował wam po turnieju?

 

Łukasz był akurat z kadrą Włoch na dwóch ostatnich konkursach. Jest zawsze jednym z pierwszych, który przesyła nam gratulacje. Bez względu czy jest na skoczni, czy go nie ma. To bardzo miłe, że o nas nie zapomniał. My też nie zapomnimy i liczę, że się spotkamy na zawodach Pucharu Świata w Polsce.

 

Rywale są zaskoczeni takim wystrzałem formy?

 

Pracowaliśmy bardzo długo na szacunek. Adam Małysz był pierwszym, który go uzyskał nie tylko dla siebie, ale także do całej reprezentacji. Teraz ten szacunek jest jeszcze większy, ale wiąże się to też z ciągłą obserwacja ze strony rywali. Każdy podpatruje co robią najgroźniejsi rywale. Teraz to my skakaliśmy najlepiej i wszyscy nas obserwowali, a to nie jest łatwe. W skokach pewne rozwiązania trzeba ukryć. To też wiąże się z dodatkową presją. Choć jest nam po prostu raźniej, kiedy na górze czekamy na skoki we trójkę, a nie samemu.

 

Jak wyglądała radość w szatni? Z jednej strony jesteście jedną reprezentacją, a z drugiej każdy skacze na własny rachunek.

 

To jest akurat bardzo trudne w tym sporcie. Cały czas trenujemy grupowo, ale na końcu sam siadasz na belkę i jesteś zdany tylko na siebie. Trener machnie chorągiewką i w tym momencie cała praca kolegów, sztabu zależy tylko od tego jednego zawodnika. Na przykład czasem trudno cieszyć się z sukcesu kolegi z drużyny, jeśli temu drugiemu nie poszło. To bardzo trudne i tego trzeba się nauczyć. I właśnie w Bischofshofen najfajniejsze było to, że ten turniej dla każdego z nas był w najlepszy w karierze. Wiadomo, nie była to radość jak w szatni piłkarskiej, a w zasadzie nie było jej w ogóle. Kamil i Piotrek mieli kontrole i kiedy wrócili, to my byliśmy już w hotelu. Całe szczęście tam była już chwila, żeby usiąść zjeść dobrą kolację.

 

Piosenki Zenka były śpiewane?

 

Zenka słuchaliśmy później w pokoju (śmiech). Wznieśliśmy symboliczny toast i podziękowaliśmy sobie za ten turniej. To był taki jedyny moment na świętowanie, radość, a później do spania (śmiech). Myślami jesteśmy już przy konkursach w Polsce.

 

Jaki macie cel na Wisłę i Zakopane?

 

Oczywiście, że marzymy o polskim podium. Szczególnie po tak udanym TCS. Nadzieje, oczekiwania, presja… to wszystko rośnie. Musimy sobie z tym poradzić. Nie można tez myśleć tylko o wyniku, bo to może nas zgubić. Każdy musi wykonać swoją robotę. Jak najbardziej jesteśmy w stanie walczyć o podium i to nie tylko Kamil, a kilku zawodników! Oby tylko dopisała pogoda, a o atmosferę i kibiców jestem bardzo spokojny. Miejmy nadzieję, że już w Polsce nasi kibice odśpiewają normalnie odegrany hymn (smiech). Mamy do tego aż cztery okazje.

 

Na Twitterze napisałeś: „Mój czas jeszcze przyjdzie” . W tym sezonie wygrasz zawody Pucharu Świata?

 

To wielkie marzenie, ale przede wszystkim ogromny cel. Zawsze miałem taką filozofie, żeby moje marzenia stały się celem. Tego zwycięstwa nie udało się mi osiągnąć, choć już w tym sezonie pierwszy raz byłem drugi. Bardzo zależało mi, żeby ustabilizować formę, dzięki której będzie można sięgać po podium czy zwycięstwo.  Jestem na poziomie pierwszej dziesiątki Pucharu Świata i teraz kolejnym krokiem jest regularna walka o podium. Do tej pory udało się tylko raz. Pokornie czekam na dzień, w którym będę pierwszy. Mam nadzieję, że będzie to jeszcze w tym sezonie.

 

W Polsce?

 

To byłby najlepszy moment. Konkursy w Polsce to idealne miejsce, żeby stanąć na podium, wygrać zawody. Nie zapominajmy jednak o MŚ w Lahti. To centralna impreza sezonu.

 

Możesz powiedzieć, że na MŚ powalczysz o medal?

 

O medal, a nawet nie boję się powiedzieć, że o medale. Jest też konkurs drużynowy, w którym na pewno mocni i będziemy w stanie to osiągnąć. Tak samo trzeba walczyć w konkursach indywidualnych. Myślę, że medale są w zasięgu. Obyśmy o naszych dokonaniach mówili w liczbie mnogiej.

Adam Sławiński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze