Ciężko wytłumaczyć to, co się stało na Węgrzech. Jeszcze kilka tygodni temu Stelmet ograł Węgrów we własnej hali bardzo wysoko, właściwie bez większych problemów. Jeszcze kilka dni temu Stelmet wygrał z liderem PLK Polskim Cukrem Toruń i pokazał moc, na jaką kibice czekają od początku sezonu.

 

Nic z tego nie zostało w meczu z węgierską drużyną. Mnożyły się błędy w obronie, nieporozumienia w przekazywaniu krycia i czasami trzeba było biec w pośpiechu do rywala, składającego się do rzutu z czystej pozycji. A jeszcze koszykarze Stelmetu bywali w niektórych sytuacjach dziwnie ospali, dawali sobie wyrywać piłkę, niedokładnie podawali, nie trafiali w dogodnych sytuacjach. Nic dziwnego, że gospodarze spokojnie kontrolowali wynik spotkania.

 

Nawet, gdy w czwartej kwarcie na chwilę udało się objąć prowadzenie, to za moment zawodnicy Szolnoki bez problemu wdarli się pod kosz Stelmetu i zdobyli łatwo punkty. Odzyskali prowadzenie i spokojnie je powiększali. O takich meczach mówi się, że trzeba o nich jak najszybciej zapomnieć.

 

Szolnoki Olaj KK - Stelmet Zielona Góra 86:75 (24:12, 13:21, 18:22, 31:20)