Dzień wcześniej Cavaliers przegrali w Salt Lake City z Utah Jazz 92:100. Z Trail Blazers walkę byli w stanie nawiązać tylko na samym początku. Po pierwszej kwarcie przegrywali siedmioma punktami, a w pewnym momencie czwartej odsłony ich strata wynosiła nawet 24 pkt.

 

Goście mieli poważne problemy ze skutecznością i dotyczyły one nawet największych gwiazd. LeBron James, Kyrie Irving i Kevin Love trafili łącznie tylko 14 z 43 rzutów. Najwięcej punktów zdobył James - 20.

 

Także dla Trail Blazers był to drugi mecz w ciągu dwóch dni. Wcześniej pokonali na wyjeździe Los Angeles Lakers 108:87. Z powodu burzy śnieżnej obie ekipy miały problem z przyjazdem do Portland.

 

"W drodze powrotnej byliśmy już tak zmęczeni, że po głowach chodziły nam tylko durne dowcipy. Kiedy jednak dotarliśmy do hali, powiedzieliśmy sobie, że to tylko takie wrażenie, a w rzeczywistości jesteśmy mocni i musimy ten mecz wygrać" - przyznał rozgrywający Trail Blazers Damian Lillard.

 

On mecz zakończył z 14 punktami, a prym wiódł C.J. McCollum - 27 pkt. Rezerwowy Allen Crabbe dołożył 24.

 

Cavaliers z bilansem 28-10 wciąż jednak wyraźnie prowadzą w tabeli Konferencji Wschodniej. Drugie miejsce zajmuje Toronto Raptors (25-13), a na zachodzie i zarazem w całej lidze najlepsi są Golden State Warriors (33-6). Te drużyny minionej nocy nie grały.

 

Po dziewięciu zwycięstwach z rzędu porażki doznali koszykarze Houston Rockets. Na wyjeździe ulegli ekipie Minnesota Timberwolves 105:119. W zespole gości tradycyjnie na wysokim poziomie zagrał James Harden. Słynny brodacz uzyskał 33 punkty i 12 asyst, ale na świetnie dysponowane "Leśne Wilki" okazało się to za mało.

 

W ich szeregach najlepsi byli Andrew Wiggins i Karl-Anthony Towns. Pierwszy zdobył 28 pkt, a drugi zakończył spotkanie z dorobkiem 23 pkt i 18 zbiórek. Hiszpan Ricky Rubio wyróżnił się natomiast siedemnastoma asystami. Zdobył też 10 punktów.

 

Drugim obok Hardena najpoważniejszym kandydatem do nagrody dla najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) jest Russell Westbrook. 28-letni rozgrywający Oklahoma City Thunder uzyskał 18. w tym sezonie i 55. w karierze tzw. triple-double. Tym razem złożyły się na nie 24 punkty, 13 zbiórek i 12 asyst, a jego zespół pokonał we własnej hali Memphis Grizzlies 103:95.

 

"Ludzie emocjonują się liczbami jakie osiąga Russell, dyskutują o nich, ale często nie dostrzegają, jak wielkie znaczenie mają one dla drużyny. Zwykle jego triple-double oznacza nasze zwycięstwo i myślę, że właśnie na tym on skupia się najbardziej" - podkreślił trener Thunder Billy Donovan.

 

Kiedy Westbrook osiągał w tym sezonie podwójne wartości w trzech kategoriach, a ekipa z Oklahoma City wygrała 15 z 18 spotkań. Na przestrzeni dwóch ostatnich sezonów jego triple-double przekładało się na 33 zwycięstwa w 36 przypadkach.

 

Dla pokonanych najwięcej punktów - 22 - zdobył Mike Conley.

 

Porażki doznała drużyna Marcina Gortata. Polski środkowy zdobył 10 punktów, a jego Washington Wizards ulegli na wyjeździe Boston Celtics 108:117. "Czarodzieje", z bilansem 19-19, zajmują ósme miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej, ostatnie premiowane awansem do fazy play-off.