W ubiegłym sezonie Anwil pokonał toruński zespół u siebie 82:67. Włocławianie zakończyli rozgrywki na czwartej pozycji, a Polski Cukier odpadł w pierwszej rundzie play-off z Energą Czarnymi Słupsk. Teraz podopieczni trenera Jacka Winnickiego są liderem ekstraklasy z bilansem 13-1, a ich rywale zza miedzy zajmują czwarte miejsce z dziewięcioma zwycięstwami i sześcioma porażkami na koncie (u siebie przegrali jednak tylko raz).

 

"Derby zawsze są ważne, szczególnie dla kibiców i klubu. My, jako zawodnicy, podchodzimy do tego spotkania, jak do każdego kolejnego. Chcemy je wygrać, choć to mecz ze smaczkiem" - zaznaczył Wiśniewski.

 

Rodowity torunianin ma świadomość, że Hala Mistrzów we Włocławku jest wyjątkowym miejscem na polskiej mapie koszykarskiej.

 

"Włocławek to gorący teren. Tam kibice zawsze żywiołowo dopingują swoją drużynę. To fajne miejsce do grania w koszykówkę. Trener Milicic trochę rozwinął zespół w porównaniu do poprzednich rozgrywek. Rywale mają teraz więcej rozwiązań w ataku – mogą zaskoczyć zarówno ze strefy podkoszowej, jak i z obwodu. Ciężko też powiedzieć, kto jest u nich najgroźniejszym zawodnikiem, bo kilka osób może w danym meczu spełniać rolę lidera. Trzeba ich zatrzymać jako zespół" - dodał doświadczony koszykarz.

 

Ważną postacią w drużynie Anwilu jest w tym sezonie rozgrywający Kamil Łączyński.

 

"Przez moment był jedynym nominalnym rozgrywającym i całkiem dobrze wykonywał swoją pracę. Musimy zagrać konsekwentnie w defensywie, bo od tego wszystko się zaczyna. Gdy dołożymy do tego mądrą grę w ataku, to powinno być dobrze. Nie możemy pozwalać sobie na to, żeby marnotrawić ciężką pracę w obronie złymi wyborami pod koszem rywali" - podkreślił Wiśniewski.

 

Torunianie przeanalizowali już przegrany mecz z mistrzem Polski Stelmetem Zielona Góra. W nim zagrali bardzo słabo w drugiej kwarcie, w której zdobyli zaledwie dwa punkty przy 19 rywali.

 

"Ciśnienie zeszło przede wszystkim z naszego otoczenia. Nikt się już nie dopytuje o to, czy seria bez porażki będzie dalej trwała i ile może być takich meczów. Temat został ucięty. Analizowaliśmy tę porażkę, ale nie w jakiś szczególny sposób, bo po każdej kolejce wyciągamy wnioski z naszej postawy na parkiecie. Za dużo czasu nie było, żeby się nad przegraną rozwodzić i rozpamiętywać ją. Stelmet grał w tym sezonie w kratkę, ale w meczu z nami zaprezentował się bardzo dobrze. To było jedno z ich lepszych spotkań od początku rozgrywek. Wyszli na nas bardzo zmobilizowani i zrobili to, co do nich należało na własnym parkiecie" - zakończył jeden z liderów Polskiego Cukru.

 

Sytuacja kadrowa w drużynie przed meczem derbowym nie uległa zmianie. Dalej nie wiadomo, czy we Włocławku będzie mógł wystąpić zmagający się z kontuzją Bartosz Diduszko, który nie zagrał w meczu ze Stelmetem.