Piątkowski: W Wiśle Płock chcę odzyskać dawny, strzelecki blask!

Piłka nożna
Piątkowski: W Wiśle Płock chcę odzyskać dawny, strzelecki blask!
fot.PAP/DPA

Rozstając się z APOEL-em finansowo poszedłem na spory kompromis, ale nie to było najważniejsze. Przede wszystkim zależało mi na grze w piłkę. Wielu powiedziałoby, że ambicja wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem, ale absolutnie nie żałuję tego kroku. Cieszę się, że teraz będę miał szansę, żeby realizować się w tym co kocham - mówi w rozmowie z Polsatsport.pl nowy napastnik Wisły Płock, Mateusz Piątkowski.

Adrian Janiuk: Zaskakujący był dla Pana fakt, że wciąż jest Pan atrakcyjnym „kąskiem” transferowym dla klubów Lotto Ekstraklasy? Po rozwiązaniu kontraktu z APOEL-em Nikozja błyskawicznie znalazł się nowy pracodawca w postaci Wisły Płock.

 

Mateusz Piątkowski: Nie byłem zdziwiony takim obrotem sprawy, ponieważ decydując się na odejście z APOEL-u wiedziałem, że w Polsce czeka na mnie już nowy klub. Jeśli chodzi o Wisłę Płock to rozmowy zaczęliśmy już w letnim oknie transferowym. Już wtedy byłem bliski przejścia do „Nafciarzy”, ale tuż przed zamknięciem „okienka” nie wyrobiliśmy się w negocjacjach. Nie wynikało to rzecz jasna z mojej winy, czy mojego nowego klubu. Moja ówczesna sytuacja na Cyprze była mocno skomplikowana, dlatego wcześniej nie udało się dołączyć do ekipy z Płocka.

 

Wychodzi na to, że płocczanie byli bardzo cierpliwi i poczekali na Pana aż pół roku.

 

Z przymrużeniem oka można tak powiedzieć, ale nie wiem, czy czekali. Może trochę z braku laku mnie wzięli, kto wie (śmiech). Trzeba pytać o to przedstawicieli Wisły. Jednak w tej chwili jest to nieistotne. Po prostu przyjemnie jest znaleźć się w nowym środowisku.

 

Poczuł Pan ulgę po uwolnieniu się od APOEL-u?

 

W pewnym sensie na pewno poczułem ulgę. Wiedziałem, że gdybym tego nie zrobił, kolejne pół roku miałbym stracone. Zależało mi tylko na tym, aby jak najszybciej rozwiązać umowę. Czekałem na to bardzo długo, ale na szczęście temat APOEL-u udało się zakończyć już na początku stycznia. Po opuszczeniu Cypru temat Wisły powrócił. W Płocku od początku czułem, że jestem mile widziany. Począwszy od trenera, poprzez dyrektora sportowego oraz zarząd, a w mojej sytuacji jest to bardzo budujące.

 

Poszedł Pan na duże ustępstwo decydując się na wcześniejsze opuszczenie Nikozji czy jednak obie strony mogą czuć się usatysfakcjonowane?

 

Nie da się ukryć, że finansowo poszedłem na spory kompromis, ale nie to było najważniejsze. Przede wszystkim zależało mi na grze w piłkę. Sportowo chcę się odbudować i na tym się skupiam.

 

W tej „niechcianej grupie” piłkarzy APOEL-u był m.in. Semir Stilić oraz kilku innych graczy. Z tego grona Pan i tak był najbardziej wytrwały, ponieważ przez ponad pół roku pozostawał nieugięty. Nie kusiło Pana, żeby pozostać na Cyprze do końca kontraktu i zainkasować pełną kwotę, która Panu przysługiwała? Kto, wie być może podejście pewnych ludzi względem Pana uległoby zmianie i powrót na murawę byłby możliwy.

 

Wielu powiedziałoby, że ambicja wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem, ale absolutnie nie żałuję tego kroku. Chciałem z czystą głową iść w innym kierunku. Rzeczywiście była taka grupa, a ja wytrzymałem z nich najdłużej. Każdy decyduje o swoim losie. Zostałem w APOEL-u z racji tego, że w trakcie poprzedniego okna transferowego nie udało się osiągnąć kompromisu i zmienić barw klubowych. Cieszę się, że teraz będę miał szansę, żeby realizować się w tym co kocham.

 

Wyjazd na Cypr był największą pomyłką w karierze, czy mimo wszystko w ten sposób nie rozpatruje Pan półtorarocznego pobytu w APOEL-u?

 

Tak bym tego nie nazwał. Był to mój pierwszy zagraniczny klub, a zarazem największy w jakim grałem. Zebrałem nowe, bezcenne doświadczenie, które liczę, że jeszcze zaprocentuje. Miałem okazję występować w eliminacjach Ligi Mistrzów oraz w fazie grupowej Ligi Europy. Myślę, że mimo wszystko da się wyciągnąć pozytywy z cypryjskiej przygody.

 

W Pana przypadku najbardziej naturalnym wyborem wydawał się być Śląsk Wrocław, o którym zresztą mówiło się w kontekście transferu. Pochodzi Pan z województwa dolnośląskiego, więc zostałby Pan niemalże w domu.

 

Jeśli chodzi o temat Śląska to więcej było informacji w mediach niż kontaktu między nami. Bardzo zależało mi na tym, aby jak najszybciej związać się z nowym zespołem. Chciałem od początku uczestniczyć w obozie przygotowawczym, żeby być w pełni gotowym do rundy rewanżowej. Wisła od samego początku była konkretna, więc właściwie nie brałem pod uwagę innej drogi. Były sygnały z różnych klubów, ale nie chciałem długo zwlekać.

 

Trener Wisły Płock - Marcin Kaczmarek wraz we swoim sztabem są gwarantem stabilizacji. Pan właśnie jej najbardziej teraz potrzebuje?

 

Stabilizacji, która mam nadzieję, że przełoży się w moim przypadku na regularną grę. W drużynie są Damian Piotrowski, Emil Drozdowicz oraz Mateusz Kryczka, z którymi miałem okazję grać w przeszłości. Większość pozostałych, nowych kolegów znam z boiska, bo grałem przeciwko nim. Kilkuletnia praca trenera Kaczmarka w Płocku cały czas owocuje. Nie ukrywam, że osoba szkoleniowca była ważnym argumentem w podjęciu mojej decyzji. W przeszłości, kiedy trener prowadził jeszcze Olimpię Grudziądz wykazywał mną zainteresowanie. Było to parę ładnych lat temu, dlatego cieszę się, że teraz nasze drogi się zeszły.

 

Patrząc aktualnie na sytuację Jagiellonii Białystok, która jest liderem Lotto Ekstraklasy żałuje Pan, że opuścił ją na rzecz APOEL-u?

 

W żadnym wypadku nie żałuję tego posunięcia. Jestem takim człowiekiem, który po podjętej decyzji długo nie zastanawia się i analizuje swoje kroki, ale w tym przypadku mogę z czystym sumieniem przyznać, że nie ubolewam nad tą decyzją. Teraz już tego nie rozpamiętuję i nie roztrząsam, bo nie ma to żadnego sensu. Jagiellonia była dla mnie wyjątkowym klubem, ponieważ w niej się wypromowałem i otrzymałem szansę wyjazdu do zagranicznej ligi.  

Adrian Janiuk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze