Pindera: Mistrz lewego prostego

Sporty walki
Pindera: Mistrz lewego prostego
fot. PAP

Kolejna smutna wiadomość. Dziś w Warszawie zmarł Jan Szczepański, wybitny polski pięściarz, złoty medalista igrzysk olimpijskich w Monachium (1972). Miał 77 lat.

- Takiego lewego prostego jak Janek nie miał nikt – mówił mi zmarły kilka lat temu Jerzy Kulej, dwukrotny mistrz olimpijski. Jeśli ktoś nie wierzy, bo nie widział, wystarczy obejrzeć finałową walkę Szczepańskiego z Węgrem Laszlo Orbanem w Monachium.

 

W tym czasie, gdy pięściarz warszawskiej Legii wygrywał w Olympiahalle finał wagi lekkiej (60 kg), polscy piłkarze rozstrzygali na swoją korzyść mecz o olimpijskie złoto z Węgrami. Dwa zwycięskie gole zdobył wtedy Kazimierz Deyna, który w 1989   roku zginął w wypadku samochodowym w Kalifornii.

 

Jan Szczepański też uległ wypadkowi, kilka miesięcy temu został potrącony przez samochód i od tego czasu w stanie ciężkim przebywał w warszawskim szpitalu przy ul. Szaserów. Niestety szczęśliwego zakończenia nie było.

 

W życiu miał wiele trudnych zakrętów i jakoś udawało mu się je pokonać. Starsi kibice boksu pamiętają, że u Szczepańskiego wykryto wadę serca, co na wiele lat wyrzuciło go poza nawias sportu. Ale się nie poddał, trenował marząc o powrocie i… wrócił.

 

I to w jakim stylu !!!  W 1971 wygrał mistrzostwa Europy w Madrycie, a rok później wspomniane na wstępie igrzyska w Monachium. Gdy stał na najwyższym stopniu olimpijskiego podium miał już prawie 33 lata.

 

A przecież niewiele brakowało, by i tam go zabrakło. Rok wcześniej, po wygraniu mistrzostw Polski w Katowicach rzucił biało- czerwoną szarfę w wygwizdujących go kibiców za co został zdyskwalifikowany i pozbawiony tytułu. Na szczęście dyskwalifikację cofnięto, mistrzostwo przywrócono i Szczepański mógł zdobyć olimpijskie złoto w Monachium.

 

Treningi bokserskie zaczynał w Pogoni Zduńska Wola, później reprezentował KS Pilicę Tomaszów Mazowiecki, ale lata największych sukcesów przypadły na czas, gdy bronił barw warszawskiej Legii. Sześć razy zdobył mistrzostwo Polski (ostatni raz w 1974 roku), z Legią sięgał po tytuł najlepszej drużyny w kraju, 15 razy wystąpił w reprezentacji Polski. Stoczył 290 walk, 251 wygrał, 15 zremisował, 24 przegrał.

 

Nie miałem przyjemności oglądać jego pojedynków na żywo, ale nie zapomnę, dzięki relacjom telewizyjnym, jak wygrywał w Madrycie i Monachium. Później wiele się nasłuchałem o Szczepańskim z ust jego klubowych kolegów, i nie tylko. Kapitalnie opowiadał mi o nim Stanisław Zalewski, legendarny masażysta i współpracownik Feliksa Stamma. On sam o przeszłości nie lubił dużo mówić.

 

Nie ulega wątpliwości, że Jan Szczepański  był niezwykle barwną postacią, chodził własnymi drogami, ale w ringu, szczególnie pod koniec kariery, był naprawdę Kimś. Imponował techniką, znakomitym wyczuciem dystansu, a jego lewy prosty przeszedł do historii zanim on sam zakończył w wieku 35 lat piękną, choć pełną ostrych, bolesnych kolców karierę.

 

W filmie Marka Piwowskiego „Przepraszam czy tu biją” jest piękna scena, gdy grający tam milicjantów Jerzy Kulej i Jan Szczepański zakładają bokserskie rękawice i fundują widzom krótki sparing wart Oscara. Dwóch mistrzów olimpijskich w takiej scenie? Tego wcześniej, ani później nie było. Na szczęście zawsze można jeszcze raz obejrzeć.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze