Uwe Gensheimer z powodu kontuzji opuścił już mistrzostwa Europy w Polsce w 2016 roku, a mimo to osłabiona kadra Niemiec sięgnęła po tytuł na Starym Kontynencie. Ze swoim kapitanem Niemcy to jednak dużo mocniejsza drużyna, bowiem gracz PSG to jeden z najlepszych piłkarzy ręcznych na świecie, obdarzony bajeczną techniką. Dlatego serca niemieckich kibiców handballa zadrżały, gdy przed mundialem we Francji gruchnęła informacja, że skrzydłowy może nie pojechać na kolejny turniej.

Kilka dni przed mistrzostwami Gensheimer przezył rodzinną tragedię w postaci śmierci ojca. Znakomity piłkarz ręczny nie zastanawiał się jednak zbyt długo i postanowił, że mimo osobistego dramatu pomoże swoim kolegom we Francji, gdzie dojechał tuż przed pierwszym spotkaniem. Na mecz z Węgrami Gensheimer wyszedł podwójnie, a może nawet potrójnie zmobilizowany i rzucił Madziarom aż 13 bramek. W kolejnym spotkaniu nie było już aż tak dobrze (4 gole z Chile), ale po dwóch kolejkach gwiazdor i tak znajdował się w czołówce klasyfikacji strzelców.

We wtorek Niemców czeka spotkanie z innym słabeuszem grupy C - Arabią Saudyjską, a już dzień później nasi zachodni sąsiedzi zmierzą się z Białorusią. Zaraz po tym meczu kapitan niemieckiej kadry wyjedzie z Rouen do Mannheim, gdzie odbędzie sie pogrzeb ojca szczypiornisty. Gehsheimer nie będzie jednak miał czasu wesprzeć rodziny w trudnych chwilach, bowiem już w piątek dołączy do kolegów i wyjdzie na parkiet w boju z Chorwacją, którego stawką będzie prawdopodobnie pierwsze miejsce w grupie.

Sam Uwe krótko puentuje całą sytuację: - Mój ojciec na pewno chciałby, żebym zagrał na tych mistrzostwach - twierdzi znakomity skrzydłowy. A zmobilizowany Gensheimer ma poprowadzić Niemców do kolejnego medalu wielkiej imprezy.