Beniaminek zgotował Arsenalowi horror. Dramatyczny happy end Kanonierów

Piłka nożna
Beniaminek zgotował Arsenalowi horror. Dramatyczny happy end Kanonierów
fot. PAP

Weekend na Wyspach Brytyjskich ułożył się dla Arsenalu idealnie, bowiem punkty stracili wszyscy rywale do ligowego podium. Starcie z beniaminkiem z Burnley przed własną publicznością było więc perfekcyjną okazją, aby wykorzystać ich potknięcia. Niewielu kibiców gospodarzy jednak spodziewało się, jaki horror czeka ich ulubieńców w końcówce... Wszystko skończyło się jednak happy endem po golu Alexisa Sancheza w ostatnich sekundach gry.

Gdy wszyscy ligowi rywale tracą punkty, zespół powinien mieć dodatkową motywację, by "odjechać" w tabeli. W sobotę swoje szanse marnowałi Liverpool i Manchester United, zaś w hicie punktami podzieliły się Manchester City i Tottenham. Arsenal miał więc idealną okazję stanąć na czele peletonu za prowadzącą Chelsea, bowiem na The Emirates przyjechał beniaminek z Burnley.

Największą bronią gości miał być... bramkarz, Tom Heaton, który ma na swoim koncie najwięcej udanych interwencji ze wszystkich bramkarzy w tym sezonie. I rzeczywiście - angielski golkiper znakomicie murował dostęp do własnej bramki od pierwszych minut. Najczęściej próbował Mesut Ozil, który był jednak wyjątkowo nieskuteczny. Kilka akcji między Niemcem, a Alexisem Sanchezem wyglądało rewelacyjnie, jednak brakowało zimnej krwi jeśli chodzi o wykończenie akcji.

Po przerwie wreszcie udało się trafić do siatki: w gąszczu ubranych na błękitno rywali po rzucie rożnym odnalazł się stoper Skhodran Mustafi, któremu na głowę z rzutu rożnego dorzucił rodak, Mesut Ozil. Kubeł zimnej wody na głowę wszystkich, którzy przypuszczali, że będzie to mecz do jednej bramki: zimną krew na chwilę stracił Granit Xhaka, który zaserwował fatalny wślizg skutkujący czerwoną kartką i osłabieniem Kanonierów na końcowe pół godziny meczu.

Goście odważnie ruszyli do przodu i sprawili wiele kłopotów defensywie faworyta. Swoje sytuacje miał między innymi aktywny Andre Gray, który ostatecznie dopiął swego i trafił do siatki Petra Cecha. Wszystko zaczęło się od głupiego faulu Francisa Coquelina, który poskutkował rzutem karnym. Najlepszy strzelec Burnley ustawił piłkę na jedenastym metrze i pokonał Czecha w trzeciej minucie doliczonego czasu gry.

Na zegarze pozostawały więc ostatnie sekundy gry, Arsenal grał w osłabieniu, na trybuny wyrzucony został protestujący Arsene Wenger, jednak jego zespół musiał poszukać zwycięstwa. Upragniony finał dało jedno z dośrodkowań "na aferę" w samej końcówce. Alexis Sanchez dograł do (znajdującego się na pozycji spalonej) Laurenta Koscielnego, który próbował uderzenia głową, jednak Ben Mee zbyt wysoko uniósł nogę próbując wybić mu piłkę, zaś arbiter Jonathan Moss musiał wskazać na wapno w 97. minucie. Do piłki podszedł Sanchez i strzałem "panenką" dał Kanonierom dramatyczne zwycięstwo i pozycję wicelidera tabeli.

Arsenal FC - FC Burnley 2:1 (0:0)

Bramki: Mustafi 59', Sanchez k. 90+8' - Gray k. 90+3'

Czerwona kartka: Xhaka 65'

 

Arsenal: Cech; Gabriel Paulista, Mustafi, Koscielny, Monreal; Ramsey, Xhaka; Alexis Sanchez, Ozil (Bellerin 89'), Iwobi (Coquelin 69'); Giroud (Welbeck 87')

 

Burnley: Heaton; Lowton, Keane, Mee, Ward; Boyd, Marney (Tarkowski 76'), Hendrick (Barton 73'), Defour (Vokes 77'); Barnes, Gray

ch, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze