Gdyby słowa szefa bokserskiej organizacji nie cieszącej się najlepszą opinią brać za dobrą monetę, to można mieć nadzieję, że idą lepsze czasy dla tych, którzy chcą czystego sportu. Ale na razie to tylko słowa, obiecujący pijar, nic więcej.

 

Zgodnie z tym co mówi Mendoza Jr, WBA chce iść w ślady WBC (World Boxing Council), która wspólnie z VADA (The Voluntary Anti-Doping Association) stworzyła Clean Boxing Program, którym objęci są czołowi pięściarze. Brak zgody na przystąpienie do tego programu oznaczać ma ich automatyczne usunięcie z rankingów.

 

Za wcześnie oczywiście na ocenę tego pomysłu, można mieć tylko nadzieję, że „wyczyści” on choć trochę boks z niedozwolonych środków, ale nie można też lekceważyć pesymistycznych głosów, które nie wierzą w skuteczność ścigania bokserskich przestępców takimi metodami. Mówił o tym w poprzednim Puncherze prof. Jerzy Smorawiński. Jego porównanie organów antydopingowych powoływanych przez bokserskie organy do sieci przez którą z łatwością przeciśnie się wieloryb, wiele wyjaśnia.

 

Nie dziwmy się więc, że skuteczność ścigania  w tym obszarze jest tak mała. A jeśli już tych nieuczciwych mistrzów pięści złapiemy, to nie wiemy jak ich karać. Są zbyt cenni, by się ich na dłużej pozbywać. Widowisko bez ich udziału traci bowiem na wartości.

 

Sport olimpijski jest znacznie lepiej zorganizowany. Skuteczniej ściga i ostrzej karze, co do tego nie ma wątpliwości, choć i tak wciąż przegrywa walkę z tymi, którzy łamią przepisy. Ale tu oczka w sieci są zdecydowanie mniejsze, a przepisy jasno określone, podobnie jak system kar.

 

Zawodowy pięściarz złapany na korzystaniu z „dobrodziejstwa dopingu” wciąż może liczyć na stosunkowo niski wymiar kary. Olimpijczyk, nawet najbardziej utytułowany, szczycący się wzorową przeszłością, już nie. Adrian Zieliński, polski złoty medalista igrzysk w Londynie, wpadł na dopingu przed kolejnymi, w Rio de Janeiro. Właśnie toczy się postępowanie w tej sprawie. Wyrok w pierwszej instancji już zapadł, teraz Zieliński najprawdopodobniej będzie się odwoływał. Ale mało prawdopodobne, by wyszedł z tej walki wygrany. Wszystko wskazuje na to, że w zgodzie z przepisami zostanie zdyskwalifikowany na cztery lata.

 

A jakiej kary może się spodziewać bokser, który sięgnie po podobny środek? Pół roku, rok, do tego  zapłaci kilkadziesiąt tysięcy dolarów stanowiących niewielką część honorarium? Dawid Kostecki złapany na dopingu po Polsat Boxing Night w 2014 roku został potraktowany przez polską komisję ostro, w sumie zawieszono go na ponad dwa lata. Zobaczymy jak IBF ukarze Michała Cieślaka i Nikodema Jeżewskiego, którzy „wpadli” po walce, której stawką był niewiele znaczący pasek tej organizacji.

 

Cieślak przyznał się do winy w Puncherze, Jeżewski idzie w zaparte, ale trudno dziś powiedzieć jaki będzie wymiar kary. Jednego jestem pewien: nie będzie tak dotkliwy, jak w przypadku Zielińskiego.

 

Jeśli w przyszłości chcemy, by walka z dopingiem w boksie była skuteczna, trzeba jak najszybciej zmienić oczka w sieci na mniejsze i ujednolicić katalog kar z obowiązującym w sporcie olimpijskim, bo ten z którym mamy do czynienia w boksie, jeśli w ogóle istnieje, jest śmiechu wart.

 

Oczywiście trzeba się liczyć z tym, że takie działania mocno dotkną również karzących, szczególnie z finansowego punktu widzenia, ale to jedyna droga, by było czyściej i sprawiedliwiej. Na razie bowiem, to co proponuje WBC i WBA, jest tylko sztuką uników.