Słoweńcy do Francji przyjechali nieco osłabieni, a w ich szeregach zabrakło między innymi dwóch rozgrywających Vive Tauronu Kielce - Urosa Zormana i Deana Bombaca. Nie przeszkodziło im to jednak w tym, by pewnie przejść fazę grupową mistrzostw oraz rozbić rywali w meczu 1/8 finału oraz spotkaniu ćwierćfinałowym. Francuzi przez mistrzostwa rozgrywane nad Sekwaną i Loarą także przeszli jak burza, nie zaliczając po drodze żadnej porażki.

Półfinałowe spotkanie główni faworyci do złota zaczęli z wysokiego "C", już w pierwszych minutach wysuwając się na prowadzenie 4:1, głównie dzięki bramkom młodych Ludovica Fabregasa i Adriena Dipandy... oraz faulom rywali w ofensywie. Francuzi złapali taki wiatr w żagle, że nie przeszkodziło im nawet podwójne osłabienie, które wygrali 2:1! Paradoksalnie gorzej szło im w grze siedmiu na siedmiu, bowiem zaraz po powrocie wykluczonych zawodników Słoweńcy kilka razy skontrowali gospodarzy i zmniejszyli stratę do jednej bramki.

Na prawym skrzydle szalał Gasper Marguc, świetnie na rozegraniu prezentował się Jure Dolenec, ale mimo to gościom nie udało się nawet na chwilę doprowadzić do remisu. Trójkolorowi cały czas byli o krok przed rywalem, a świetne kilka minut w końcówce i trzy bramki z rzędu Kentina Mahe sprawiły, że prowadzili już 15:10. Słoweńców stać było jeszcze na dwa gole, a ostatniego w pierwszej połowie już po końcowej syrenie rzucił z karnego Dolenec.

Drugą część gry zawodnicy z Bałkanów także zaczęli od bramki, zmniejszając jednocześnie stratę do Francuzów. Ci jednak nie stracili rezonu i nadal konsekwentnie realizowali swój plan. A ten był prosty - długie rozgrywanie akcji zwykle kończyło się agresywnym atakiem przez środek obrony. W ten sposób słoweńską defensywę penetrowali między innymi magiczny Daniel Narcisse i dynamiczni Nikola Karabatic oraz Nadil Remili. Na kwadrans przed końcem meczu gospodarze prowadzili już 25:19.

 

Trójkolorowi mieli całkowitą kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie w Paryżu i gdy tylko rywale zbliżyli się na cztery bramki różnicy to faworyci ponownie odskoczyli na bezpieczną odległość. Już na pięć minut przed końcem francuscy kibice zgromadzeni na trybunach odśpiewali "Marysliankę" witając w ten sposób swoich pupili w finale mistrzostw świata. A podopieczni Didiera Dinarta do ostatnich sekund bawili się piłką ręczną, ostatecznie wygrywając 31:25. W decydującym meczu ich rywalami będą Chorwaci lub Norwegowie, którzy powalczą w drugim - piątkowym półfinale.

Francja - Słowenia 31:25 (15:12)