Meksykanie zawsze mieli wielkich wojowników. Największy z nich, Julio Cesar Chavez, w pewnym momencie miał bilans  87 - 0 (to tak, a propos rekordu Rocky’ego Marciano 49-0), a kończył z wynikiem: 107-6-2, 86 KO. 

 

Ale takich, którzy mogli liczyć na miłość meksykańskich fanów było oczywiście znacznie więcej. Przed laty, w El Paso (Teksas), miałem okazję się o tym przekonać. Komentowaliśmy z Przemkiem Saletą walkę Oscara De La Hoi z Patrickiem Charpentier. Przyszło ponad 40 tysięcy kibiców, a wcześniej nastąpiła prezentacja meksykańskich mistrzów, którzy byli tam obecni. W pewnym momencie w ringu zrobiło się bardzo ciasno, a wokół bardzo głośno, bo nie najmłodszych już czempionów witano tam naprawdę gorąco.

 

Jeśli więc nazywamy kogoś „Meksykańskim Wojownikiem”, to takie określenie zobowiązuje. Oczywiście nie wszyscy są tak sławni jak kiedyś Chavez czy Salvador Sanchez, a później Marco Antonio Barrera, Eric Morales, czy Juan Manuel Marquez, nie każdy może liczyć na tak gigantyczne honoraria jak  Saul „Canelo” Alvarez, ale szacunek i podziw też ma swoją cenę. A nie ma najmniejszych wątpliwości, że Francisco Vargas, mistrz WBC w wadze superpiórkowej, należy dziś do najbardziej szanowanych.

 

I nie ma w tym nic dziwnego. Jego dramatyczna ringowa wojna z Japończykiem Takashi  Miurą została uznana najlepszą w 2015 roku, podobnie jak ubiegłoroczny pojedynek z rodakiem, Orlando Salido. Z Miurą wygrał przez nokaut, z Salido zremisował, teraz będzie faworytem w starciu z Bercheltem.

 

Na papierze szanse złudnie wydaje się być równe. 32 letni Vargas (23-0-2, 17 KO) jest nieznacznie wyższy, ale ma minimalnie mniejszy zasięg od siedem lat młodszego Berchelta (30-1, 27 KO). Problem w tym, że młodszy z Meksykanów z nikim tak dobrym jak Vargas nie walczył. Jego współczynnik nokautów (90 proc) jest oczywiście imponujący, ale liczy się kogo nokautujesz.

 

Francisco Vargas to twardziel nad twardziele, zawadiaka jakich mało i wszystko wskazuje na to, że Berchelt się o tym boleśnie przekona. Tyle, że nawet jeśli faworytem jest Vargas, to wcale nie wyklucza emocji. I na takie właśnie radziłbym się dziś w nocy szykować, bo jak do ringu wychodzi „El Bandito” to na nudę nikt nie ma prawa narzekać.