Piłka nożna

Duża podwyżka Payeta, czyli jak w kilka...

Temat odejścia Francuza pojawił się nagle, lecz był bardzo intensywny. Payet, który był powoli traktowany w Londynie niczym bóstwo, stał się wrogiem numer 1, lecz nie można dziwić się fanom West Hamu. Piłkarz bowiem nie chciał już dłużej reprezentować klubowych barw, a w głowie miał tylko transfer definitywny. Fani ostentacyjnie wyrażali swoją nienawiść, paląc koszulki z jego nazwiskiem.

Po kilku ofertach, włodarze "Młotów" dogadały się jednak z Marsylią, która wyłożyła na stół  25 milionów funtów na sprowadzenie byłego zawodnika. Testy medyczne przebiegły bardzo sprawnie, a Payet został zaprezentowany już w poniedziałkowe południe. Nie miał sobie nic do zarzucenia. - Nie muszę tłumaczyć swoich decyzji. Zawsze będę miał miłe wspomnienia związane z kibicami WHU - powiedział.

Rozgoryczenia taką decyzją nie krył współwłaściciel West Hamu David Sullivan. Przyznał też, że klub nie miał potrzeby finansowej, by pozbyć się kluczowego zawodnika, dodająć, że żaden piłkarz nie jest większy niż klub.

Żałuję, że Payet nie pokazał takiego samego przywiązania i szacunku, jakim obdarzył go klub oraz kibice, zwłaszcza że w poprzednim roku zaproponowaliśmy mu nowy, lukratywny kontrakt na 5,5 roku, który podpisał - stwierdził.

Klub postanowił też pomóc kibicom - jeśli ktoś nie chce już mieć koszulki Payeta, może za połowę ceny wymienić ją na trykot innego z piłkarzy.