Początkowo w grze pierwszej przodowały "Jednorożce", które dużo lepiej od rywali radziło sobie z rotacjami na mapie i kontrolą obiektów na niej się znajdujących. Wówczas Splyce nie mogło znaleźć sposobu na lepiej zbudowaną kompozycję przeciwników, lecz po pewnym czasie natchnienie spłynęło na graczy niczym na Archimedesa. Kluczem do sukcesu okazało się skupienie wyłącznie na odcięciu adwersarzy od siebie przy pomocy ultimate'ów Rumble'a i Jhina oraz niedopuszczenie Katariny Exileha do rozwinięcia skrzydeł. Pomimo aż dwóch ukradzionych Nashorów, dzięki swojemu nowemu planowi oraz błędom oponentów duńskiej organizacji udało się objąć prowadzenie.
 
Unicorns of Love w pozostałej części spotkania pokazało jednak, dlaczego to właśnie oni jeszcze do tej pory nie przegrali żadnego meczu. Po raz kolejny zawodnicy popisali się wysokimi umiejętnościami we wczesnej fazie gry i dzięki temu byli w stanie kontrolować całe spotkanie i dyktować swoje zasady rywalom do samego końca. Co prawda zdarzyło się kilka błędów z pozycjonowaniem czy komunikacją, zwłaszcza w drugiej potyczce, lecz koniec końców SPY musiało ponownie posmakować goryczy porażki.
 
Tragicznego losu nie zdołali uniknąć też gracze Fnatic. Wprawdzie najpierw mogli pochwalić się dobrym startem, do czego przyczyniły się dobre ruchy na mapie i wybór Zeda dla Capsa na środkową aleję, który dość mocno zaskoczył wrogów, lecz ilość błędów po ich stronie stopniowo wzrastała aż do takiego poziomu, że wręcz niemożliwym dla Misfits byłoby tego nie wykorzystać. Podczas drugiego pojedynku było jeszcze gorzej i FNC zostało po prostu zdeklasowane przez przeciwników już od samego początku, a z czasem każda kolejna walka drużynowa wyglądała jeszcze bardziej desperacko od poprzedniej, co ostatecznie doprowadziło do szybkiego upadku.