Przed dwoma laty w Falun biało-czerwoni zdobyli dwa medale. Skoczkowie stanęli na najniższym stopniu podium zmagań drużynowych, a w sprincie drużynowym z trzeciego miejsca cieszyły się również Kowalczyk i Sylwia Jaśkowiec. Teraz oczekiwania są znacznie większe i nie kryje ich również sam Tajner.

 

- W tej chwili mamy taką sytuację, że najbardziej liczącymi się w skokach zespołami są Polacy, Niemcy i Austriacy. To są drużyny, które prawdopodobnie będą walczyć o medale i nic nie wskazuje na to, żeby miało być inaczej - powiedział szef PZN.

 

Tajner nie tonuje nastrojów, bo tak dobrych wyników w Pucharze Świata polska ekipa wcześniej nie miała. 3 grudnia w Klingenthal biało-czerwoni po raz pierwszy w historii wygrali konkurs drużynowy. Wynik ten powtórzyli 28 stycznia w Willingen, a tydzień wcześniej w Zakopanem zajęli drugie miejsce.

 

Rywalizacja drużynowa w Lahti odbędzie się dopiero 4 marca. Wcześniej kibiców czekają zmagania indywidualne - 25 lutego na średniej skoczni i 2 marca na dużej. Żelaznym faworytem jest w nich Kamil Stoch, lider klasyfikacji generalnej PŚ. Tajner liczy jednak nie tylko na niego.

 

- Kto wie, czy niespodzianki nie sprawią Piotr Żyła bądź Maciej Kot. Pojawia się szansa, że o dwa medale w jednym konkursie nasi zawodnicy zawalczą - wspomniał.

 

Kot 11 lutego w Sapporo cieszył się z pierwszego zwycięstwa w PŚ, wcześniej był drugi w Lillehammer. Żyła był natomiast trzeci w Bischofshofen.

 

Od 2009 roku z każdych mistrzostw z medalem wraca Kowalczyk. Choć najlepsza polska biegaczka nie prezentuje się już tak dobrze, jak w szczytowym okresie kariery, to Tajner wierzy, że podtrzyma serię. Miałaby tego dokonać w swojej koronnej konkurencji - 10 km techniką klasyczną (28 lutego).

 

- Te 10 km to jest jej bieg sztandarowy i ja liczę tutaj na medal. Nie mam wątpliwości, że jej celem jest walka o podium i ona jest na nią przygotowana - podkreślił.