- Napływ Polaków do Ligue 1 w tym sezonie można wytłumaczyć na zasadzie "stara miłość nie rdzewieje". Pamiętamy wszyscy przecież Andrzeja Szarmacha czy Ireneusza Jelenia w AJ Auxerre, którzy zostawili po sobie bardzo dobre wspomnienia - powiedział Xavier Giroudon z telewizji Canal Plus.

 

Według niego, polski piłkarz w oczach francuskich trenerów to ktoś, kto szybko się przystosowuje do nowego klubu, jest pracowity, ma właściwą motywację i potrafi też być duszą towarzystwa.

 

- To ktoś zaprawiony również w ciężkich warunkach pogodowych, więc nasza zima mu niestraszna. Myślę, że te wszystkie elementy mają wpływ na zwiększone zainteresowanie polskim rynkiem. Trzeba do tego dodać dobry poziom polskiej piłki, ligi i imponujące wyniki reprezentacji na arenie europejskiej, no i wreszcie aspekt finansowy. Weźmy np. Lewczuka. Girondins Bordeaux kupiło go za 750 000 euro. Nabyć tak ogranego zawodnika, ponad 30-letniego i do tego z reprezentacyjnym doświadczeniem, za tak niską cenę byłoby trudne w innym kraju - dodał Giroudon.

 

Obecnie najwyższe notowania z Polaków ma obrońca Monaco Kamil Glik.

 

- On był właściwie gwiazdą jeszcze przed transferem do Monaco. Dobry występ na Euro 2016 i jego niebanalna historia osobista wzbudziły spore zainteresowanie. To też jedyny zawodnik z doświadczeniem w defensywie Monaco. Jego trzej koledzy z obrony są bowiem młodzi - zauważył Regis Dupont z "L'Equipe".

 

Jego redakcyjny kolega Jose Barroso zwrócił uwagę, że Glik potrafił od razu zdobyć miejsce w podstawowym składzie dzięki swoim podstawowym zaletom. - Jest to zawodnik waleczny, twardy fizycznie, który zarazem czuje grę i potrafi przewidzieć ruchy przeciwnika. Prawdziwy lider obrony jednym słowem, który daje przykład pozostałym - zaznaczył.

 

A Dupont dodał: - Strzelił też bardzo ważne bramki dla Monaco. Mam na myśli m.in. gola przeciwko Bayerowi Leverkusen w Lidze Mistrzów, który miał kapitalne znaczenie dla dobrego początku sezonu Monaco.

 

O Lewczuku powiedział, że w klubie z Bordeaux miał trochę ułatwione zadanie.

 

- Przyszedł do średniej drużyny, będącej w przebudowie, z nowym trenerem, i w której konkurencja jest słaba. Można go porównać z Glikiem. Jest to zawodnik mocny w pojedynkach indywidualnych i pewny w swych interwencjach - analizował Dupont.

 

Natomiast Barroso wspomniał, że profil byłego obrońcy m.in. Ruchu Chorzów czy Legii Warszawa jest jednak zbyt podobny do kolegi z obrony Nicolasa Palloisa, a to nigdy nie jest dobre, gdy defensywa złożona jest z zawodników o podobnej charakterystyce.

 

Inaczej wygląda sytuacja Macieja Rybusa

 

- On zupełnie zniknął z pola widzenia. A to z prostej przyczyny – Olympique Lyon zmienił ustawienie. Myślę, że Rybus lepiej by się czuł w systemie 3-5-2, gdzie boczni pomocnicy grają szeroko zostają na skrzydłach. Lyon jednak powrócił do ustawienia 4-4-2, w którym piłka jest częściej rozgrywana klasycznych zawodników środka pola. Rybusowi potrzeba też czasu, by dostosować się do poziomu technicznego i taktycznego. Sądzę, że dostanie swoją szansę w Lyonie, ale raczej nie w tym sezonie - podkreślił Dupont.

 

Mówiąc o Mariuszu Stępińskim z FC Nantes zaakcentował, że szybko strzelił kilka goli, ale on również ma problemy ze zdobyciem pewnego miejsca w drużynie.

 

- Jest bardzo nieregularny. Obaj jego trenerzy nie byli do końca zachwyceni poziomem jego zaangażowania na treningach. Może to się zmieni. Stępiński jest przecież jeszcze młody. Ponadto, nie ma za bardzo szczęścia, gdyż obecny szkoleniowiec Nantes Portugalczyk Sergio Conceicao ma do dyspozycji trzech zawodników o podobnym profilu na jedną lub dwie pozycje, a Polak wydaje się najmniej pewny z nich - podsumował.