Pindera o PlusLidze: Ciasno w czubie

Siatkówka

PlusLiga siatkarzy w tym sezonie jest wyjątkowo ciekawa, a czołowe zespoły niepewne końca. Oczywiście poza ZAKSĄ, która robi swoje i prowadzi zdecydowanie.

Najlepsi, najbogatsi nie mogą się czuć bezpiecznie, bo nigdy nie wiadomą gdzie i kiedy się potkną. Właściwie każda kolejka przynosi niespodzianki. W ostatniej Resovia dopiero w tie breaku uporała się w Katowicach z GKS-em, a Skra w Radomiu z Cerradem. Z MKS –em Będzin męczył się też pięć setów, we własnej hali AZS Olsztyn, rewelacja tych rozgrywek. Ale kibice kochają takie emocje.

 

Poza broniącą mistrzowskiego tytułu Zaksą Kędzierzyn Koźle, która w lepszym lub gorszym stylu wygrywa kolejne spotkania, prawie każdy z uznanych zespołów notuje potknięcia. Stąd taki, a nie inny obraz tabeli. Po 23 meczach prowadzi wyraźnie Zaksa (59 pkt), ale trzy kolejne drużyny (Resovia, AZS Olsztyn i Jastrzębski Węgiel) mają po 52 punkty. Piąta Skra Bełchatów straci do nich zaledwie punkt.

 

Na koniec właśnie z tego grona wyłoni się przeciwnik dla Zaksy, gdy stawką będzie mistrzowski tytuł. I byłby niezły numer, gdyby zespołem tym nie była Resovia lub Skra. A przecież jest to możliwe.

 

Jastrzębski Węgiel jedzie teraz do Bełchatowa, gdzie w najbliższą niedzielę zmierzy się ze Skrą. Drużyna prowadzona przez Australijczyka Marka Lebedeva jest silna i niebezpieczna, ma potężne ofensywne działa (Hidalgo Oliva i Maciej Muzaj), o czym ostatnio przekonała się w Rzeszowie Resovia przegrywając 1:3. Ale Skra ma oczywiście Mariusza Wlazłego i jeśli tylko znajdzie dla niego odpowiednie wsparcie, to czekają nas wielkie chwile. Tyle, że wielokrotni mistrzowie Polski mają swoje problemy i o tym też musimy pamiętać.

 

Wciąż wielką niewiadomą w tym ligowym maglu jest Asseco Resovia. Potyka się często, nie tylko w PlusLidze, ale i Lidze Mistrzów, ale mimo kłopotów i czasami naprawdę słabej gry, jest na drugim miejscu. I wcale się nie zdziwię, gdy na finiszu rozgrywek wykorzysta wreszcie swój potencjał, doda gazu  i zamknie usta sceptykom. Mało prawdopodobne, ale nie można tego wykluczyć.

 

Z kolei nikt nie wie jak długo jeszcze w czubie tabeli będą siatkarze z Olsztyna. Ich włoski trener, Andrea Gardini, który kilka lat temu wspólnie z Andreą Anastasim prowadził reprezentację Polski, robi tam naprawdę dobrą robotę. I tak jak w minionych sezonach Anastasi wpłynął na grę Lotosu Trefla Gdańsk, tak w tym, to samo możemy powiedzieć o drużynie Indykpolu i Gardinim, który stworzył w Olsztynie wybuchową mieszankę rutyny z młodością.

 

Dla wielu zespołów jest to mieszanka zabójcza. Ale w najbliższą sobotę, w Kędzierzynie Koźlu, podejmujący siatkarzy AZS lider PlusLigi będzie na nią wyjątkowo odporny. Wygrać z Zaksą na jej terenie, to wciąż misja mało możliwa do wykonania, nawet dla najlepszych.

 

Nadchodząca kolejka powinna zmienić układ tabeli, co oznacza, że w czubie powinno zrobić się nieco luźniej.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze