Kłopoty Stocha ze stawem kolanowym rozpoczęły się już w grudniu w norweskim Lillehammer. Zdrowotne problemy wróciły przy okazji Turnieju Czterech Skoczni. Skoczek z Zębu poczuł ból po dalekim skoku w Bischofshofen, a podobna sytuacja powtórzyła się na zawodach w Wiśle.

Dokładne badania stawu kolanowego Stocha wykazały jednak wtedy, że Polak nie ma żadnych poważnych problemów ze wszystkimi ważnymi strukturami w kolanie. - Najważniejsze, że nie ma żadnych poważnych uszkodzeń - mówił wtedy lekarz kadry Aleksander Winiarski. Dlatego Stoch mógł w spokoju przygotowywać się do mistrzostw świata w Lahti.

Niestety zdrowotne "demony" wróciły w najgorszym możliwym momencie. Polak podczas sesji kwalifikacyjnej do konkursu na normalnej skoczni w Lahti aż o 3,5 metra przeskoczył rozmiar skoczni (HS 100). Po skoku na 103,5 metra dodatkowo wylądował telemarkiem, a jego lot okazał się rekordem skoczni! Niestety aż tak daleki skok spowodował przeciążenie w prawym stawie kolanowym i na twarzy Polaka pojawił się grymas bólu.

 

Kibiców mogą nieco uspokoić słowa samego skoczka, który, cytowany przez skijumping.pl, powiedział, że z jego kolanem "jest wszystko w porządku".