IEM: H2k wygrywa, ale nie bez problemów

E-sport
IEM: H2k wygrywa, ale nie bez problemów
fot. Dziennik Zachodni

Zaraz po oficjalnej ceremonii otwarcia przyszedł czas na pierwszy pojedynek sobotniego dnia. Występujące w EU LCS H2k-Gaming mierzyło się z rywalizującym w LMS Hongkong Esports. Obydwie formacje spotkały się już na tegorocznej edycji IEM Katowice – na inaugurację, w meczu Bo1, lepsza była formacja ze Starego Kontynentu.

Tamten pojedynek nie miał jednak znaczenia w kontekście sobotniego spotkania, a rewanż pomiędzy wspomnianymi ekipami miał zdecydować o tym, który z zespołów pozostanie w turnieju, a który pożegna się z rywalizacją. H2k udowodniło dotychczas, że posiada po swojej stronie wysokie umiejętności indywidualne, ale nie zawsze przekłada się to dyspozycję zespołową. Inaczej sytuacja miała się w przypadku Hongkong Esports, które co prawda nie było drużyną bezbłędną, ale starało się stawiać na współpracę, niekiedy pozwalając na nieco szaleństwa Lamowi „Gear” Kwon Wa. Właśnie pojedynek pochodzącego z Hongkongu midlanera z wracającym do wysokiej formy Fabianem „Febiven” Diepstratenem miał być ozdobą tego starcia. Interesującym było też jak nierówny Wong „Gemini” Cho Hin zaprezentuje się na tle Marcina „Jankos” Jankowskiego.

Już pierwsza mapa udowodniła, że wcale nie będzie to łatwe starcie dla H2k. Europejska drużyna co prawda zdominowała rywala we wczesnych etapach gry, ale nie potrafiła do końca narzucić przeciwnikowi swoich warunków rywalizacji, co udało się w środę. Azjatycka ekipa skutecznie podtrzymywała swoje szanse, by w odpowiednim momencie uderzyć i przejąć inicjatywę, w czym wydatnie pomogły pomyłki Europejczyków i zabezpieczony przez HKE baron. Od tego momentu rozpaczliwe próby odzyskania inicjatywy przez H2k nie przynosiły skutku – Hongkong Esports popełniało błędy, ale jeszcze więcej robiła ich drużyna z EU LCS. Po bardzo wyrównanym meczu triumfował więc szósty zespół tajwańskiego LMS.

Znacznie lepiej dla H2k wyglądał pojedynek numer dwa. Faworyci publiczności bardzo szybko zdobyli znaczną przewagę, w czym wydatnie pomógł aktywny na Ivernie Jankos. Błyskawicznie przełożyło się to na sytuację na mapie. Zespół z EU LCS zagrał agresywnie i zdecydowanie, doskonale wykorzystując inicjatywę oraz nadwyżkę złota. Uderzając raz po raz w fortyfikacje rywali, H2k bez większych problemów utorowało sobie drogę do nexusa przeciwników i zamknęło grę już w 29. minucie. Jankos i spółka wynagrodzili sobie więc naprawdę kiepskie pierwsze starcie i wyrównali stan pojedynku.

Decydująca trzecia mapa rozpoczęła się tak jak dwie poprzednie – od skutecznego otwarcia Europejczyków, którzy i tym razem potrafili lepiej rozegrać wczesną fazę gry. Na szczęście po raz kolejny H2k było ostrożniejsze niż w pierwszej grze i uchroniło się przed niezrozumiałymi decyzjami i roztrwonieniem przewagi. Problemy techniczne jednego z zawodników Hongkong Esports nie wytrąciły z rytmu reprezentantów EU LCS, mogły natomiast negatywnie wpłynąć na postawę graczy z Hongkongu i Tajwanu. Ostatecznie spotkanie zostało sprawnie zamknięte przez faworyzowane H2k. Pewną postawą w dwóch ostatnich mapach Jankos i spółka podtrzymali niejako nadzieje na dobry wynik zespołu w półfinale, co po grze numer jeden mogło być poddawane w wątpliwość.

Faworytem kolejnego meczu z pewnością będzie jednak Flash Wolves, z którym to H2k zagra jutro w meczu półfinałowym. Rywale Jankosa i spółki są niepokonani na tegorocznym IEM-ie: zwyciężali 1-0 G2 oraz 2-0 Unicorns of Love i są faworytami niedzielnego pojedynku z drużyną z EU LCS. Czy Tajwańczycy jutro skompletują europejski triplet i zaskarbią sobie przydomek „pogromców Europy”?

Rafał Fiodorow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze