IEM: G2 Esports w wielkim finale!

E-sport
IEM: G2 Esports w wielkim finale!
fot. Riot Games

Niedziela miała być dniem ostatecznych rozstrzygnięć, jeśli chodzi o IEM Katowice 2017. Rywalizację otwierało półfinałowe starcie pomiędzy G2 Esports a ROX Tigers. Tym samym jedyna niepokonana w regionie drużyna z EU LCS stawała naprzeciwko ósmej siły koreańskiego LCK.

Koreańczycy miejsce w kolejnej fazie zapewnili sobie już w czwartek, wygrywając zmagania w grupie A. Tymczasem ich rywale z Europy awans wywalczyli dopiero wczoraj, bo po przegranej z Flash Wolves i wygranej z Kongdoo Monster, byli zmuszeni zawalczyć w decydującym starciu z Unicorns fo Love, zresztą skutecznie. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że ROX rywalizowało w łatwiejszym z dwóch zestawień, mogliśmy spodziewać się zaciętej, wyrównanej gry.


Pierwszą mapę na długi czas zdominowały jednak problemy techniczne i starcie to, po wielu próbach wznawiania i przerywania rozgrywki, rozpoczęło się z potężnym opóźnieniem. Wydaje się jednak, że problemy te w większym stopniu wpłynęły na postawę G2 niż ich przeciwników, bo ROX rozpoczęło ten pojedynek z ogromnym animuszem. Szalejący przede wszystkim na dolnej alei i w dżungli przeciwnika Yoon „SeongHwan” Seong-hwana bardzo szybko wzbogacił się o kilka zabójstw i pomógł swojej drużynie w zdobyciu inicjatywy, które Koreańczycy nie oddali już do końca. G2 wytrwale szukało luk w pancerzu azjatyckich rywali, ale różnorodne próby za każdym razem okazywały się nieskuteczne. Nie pomogło nawet zabezpieczenie barona – ROX Tigers popełniało w tym starciu po prostu mniej błędów niż G2. Nie zniechęcało się też wizją przedłużającej się rozgrywki i bez zbędnego ryzyka, bardzo spokojnie i niesamowicie pewnie zamknęło pierwszą mapę, niszcząc nexus G2 Esports.

 

Tylko jedna gra dzieliła się G2 od odpadnięcia, ale dodatkowa presja, zamiast sparaliżować liderów europejskich tabel, zadziałała na nich motywująco. Bardzo dobrze radził sobie przede wszystkim Kim „Trick” Gang-yun, który doskonale współpracował zarówno z toplanerem, Ki „Expect” Dae-hanem, jak i z midlanerem, Luką „PerkZ” Perkoviciem. Europejczycy nie zmarnowali szansy, którą była dla nich wczesna inicjatywa i konsekwentnie powiększali przewagę, podczas gdy ROX nie było w stanie skutecznie odpowiedzieć na coraz agresywniejsze zapędy rywali. G2 wreszcie zagrało na miarę oczekiwań i nawet niewielkie błędy nie przeszkodziły europejskiej formacji w sprawnym zakończeniu gry i doprowadzeniu do remisu, a także do trzeciego, decydującego pojedynku.


Jednak już mapa numer trzy zaczęła się dla nich fatalnie. ROX Tigers zupełnie zdominowało dolną aleję, na której Jesper „Zven” Svenningsen i Alfonso „Mithy” Aguirre Rodriguez zdecydowali się na dość dziwne połączenie Sivir-Malzahar. Tym samym Trick grający Ivernem był zmuszony poświęcić dużą część swojej uwagi właśnie tej części mapy, a Koreańczycy zdecydowanymi akcjami na całej mapie powiększali swoją przewagę złocie i ta urosła do naprawdę dużych rozmiarów. Gdy niepowodzeniem zakończyła się odważna próba wzięcia barona przez G2 (wzmocnienie ukradł SeongHwan), wydawało się, że ten mecz dobiegł końca i Europejczycy już nie podniosą się z kolan. Tymczasem europejska formacja bardzo skutecznie powstrzymała dalsze zapędy przeciwnika, oczekując na odrodzenie kluczowej dla losów pojedynku bestii. Tym razem zespół z EU LCS podszedł do walki o buffa znacznie rozważniej i doskonale rozegrał niesamowicie istotne starcie, w czym pomogły jednak także błędy Koreańczyków. Baron wraz z kilkoma zabójstwami wpadł na konto G2 i pozwolił PerkZ’owi i spółce odetchnąć z ulgą. Spotkanie rozpoczęło się ponownie. Co zrozumiałe, G2 nie było w stanie w pełni wykorzystać przejętej inicjatywy i walka ponownie przeniosła się pod bazę liderów EU LCS. Padł Mithy. Padła wieża od inhibitora, ale wtedy przyszła fantastyczna inicjacja G2, które fenomenalnie rozegrało tą sytuację czterech na pięciu, i co nie zdarza się na tym poziomie często, wygrało walkę drużynową pomimo tego deficytu. Sytuacja znów zmieniała się jak w kalejdoskopie – raz to G2 atakowało ROX, innym razem ROX starało się przeforsować opór G2. Jednak ostatecznie to Europejczycy w końcówce lepiej radzili sobie z zabezpieczaniem kluczowych obiektów – barona i starszego smoka. Z ogromnymi problemami, ale jednak – to G2 przechyliło szalę na swoją korzyść, a baza Koreańczyków została zniszczona.


Tym samym piątka z EU LCS awansowała do wielkiego finału. Międzynarodowa klątwa zaczyna słabnąć, ale jeszcze zbyt wcześnie, by mówić o zupełnym przełamaniu, szczególnie zważywszy na styl, jaki zaprezentowała nam najlepsza drużyna ze Starego Kontynentu. W decydującym pojedynku wieczoru G2 zmierzy się ze zwycięzcą drugiego półfinału, którym H2k staje naprzeciwko Flash Wolves.

Rafał Fiodorow

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze