- Przecież patrzymy na ten sport od kilkudziesięciu lat, znamy też historię tej dyscypliny. Ilu mamy takich sportowców, którzy tak długo potrafili się utrzymać na szczycie, zdobyć tyle medali, pucharów? Według mnie już trochę za dużo zdrowia kosztowały Justynę te wszystkie lata startów. Próbuje dość do formy mniejszym nakładem sił, a tak się nie da - powiedział szkoleniowiec, który ze Stanisławem Mrowcą trenował ją w Maratonie Mszana Dolna.

 

Polka zajęła ósme miejsce w biegu na 10 km techniką klasyczną w narciarskich mistrzostwach świata w Lahti. To był jedyny indywidualny jej start w Finlandii. Wygrała Norweżka Marit Bjoergen.

 

- Na pytanie, czy powinna zakończyć udział w wielkich imprezach sportowych, powinna odpowiedzieć ona sama. Nikt jednak nie będzie miał do niej pretensji, jeśli pojedzie na igrzyska olimpijskie i tam również zajmie miejsce pod koniec pierwszej dziesiątki. Przecież będzie bardzo trudno osiągnąć nawet taki wynik innej naszej dziewczynie – powiedział Krzysztof Jarosz, które jest obecnie trenerem LKS Witów ski Mszana Górna (miejscowość położona blisko rodzinnej wsi Kowalczyk, Kasiny Wielkiej).

 

Jego zdaniem narciarka, aby przywieźć medal IO musiałaby popracować znacznie więcej niż przez ostatnie dwa lata: -Czy ona da radę? Musi się sama nad tym zastanowić - powiedział. Dodał także, że nie przyniosły spodziewanego efektu jej eksperymenty z innym sposobem przygotowania do sezonu, polegające na startach w maratonach.