Iwańczyk: Chińska ziemia obiecana

Piłka nożna
Iwańczyk: Chińska ziemia obiecana
fot.PAP/EPA
Na pierwszym planie były zawodnik ŁKS-u Łódź - Paulinho, który jest 37-krotnym reprezentantem Brazylii.

W piątek startuje piłkarska Superliga w Chinach. Wciąż wielka niewiadoma, choć rozmach i pomysł, z jakim przeprowadzano ostatnie transfery, każe przypuszczać, że nie jest to finansowo-marketingowa wydmuszka. Za wielki mur wybrali się gracze na fali i w kwiecie wieku, a Brazylijczycy uczynili z Chin piłkarską ziemię obiecaną.

Cel jest jasny i jako żywo przypomina chińskie aspiracje przed igrzyskami w Pekinie w 2008 r. – zadziwić świat, stać się potęgą, dyktować trendy. O wiele łatwiej jednak oszlifować talenty w sportach indywidualnych. W niepoliczalnej masie kandydatów na sportowców bez trudu można wybrać tych najbardziej rokujących, doprowadzając ich katorżniczą i mozolną harówką na sam szczyt. Co innego jednak sporty zespołowe, a zwłaszcza futbol, na którym połamali zęby bogaci Arabowie czy wiecznie spragnieni sukcesu Amerykanie. Futbol to proces wymykający się wszelkim prawidłom, oparty w takim stopniu na forsie, co na intuicji i szczęściu. Futbol to cierpliwość, poszukiwanie własnej drogi, biznes, w którym ślepe implementowanie wzorców z góry skazane jest na porażkę.

 

Chińczycy uparli się jednak i basta; chcą mieć reprezentację, która zawojuje kiedyś mundial. To przede wszystkim konik prezydenta Xi Jinping, który powołał wyodrębnił z budżetu specjalny sektor sportowy o prognozowanej wartości 850 mld dolarów w 2020 r. A jeśli taką zachciankę ma prezydent, tak muszą myślą wszyscy, zwłaszcza ludzie biznesu.

 

Muszą się jednak oni pogodzić, że centrum piłkarskiego raju to Europa, gdzie Azjaci nie są poważani. Skorzy do wszelkich biznesów biznesu Chińczycy postanowili więc wybudować swój własny eden. Jest w tym tyle pragmatyzmu, co próżności - nie mogę przecież stać się właścicielami wszystkich czołowych europejskich klubów. A że piłka nęci, daje prestiż i niespotykane gdzie indziej emocje, byliśmy świadkami prawdziwego trzęsienia ziemi. Tak szalonego okna transferowego, które zamknęło się we wtorek w nocy, nie widzieliśmy nigdy w historii azjatyckiej piłki.

 

To najbardziej spektakularny finansowo i marketingowo czas, odkąd powstała zawodowa liga w Chinach. Rozmiary kontraktów przyprawiają o zawrót głowy. Choć wydano na nowych piłkarzy furę pieniędzy (w sumie 331 mln funtów, o ponad 10 proc. więcej niż rok temu na same transfery), a ich nazwiska rozbudzają wyobraźnię nawet wymagających fanów futbolu na świecie, do samego końca trwały spekulacje, czy może uda się pozyskać jeszcze kolejne gwiazdy, np. Wayne Rooneya. Shanghai SIPG miało oferować napastnikowi Manchesteru United 25 mln euro za sezon, ale kilka dni temu Anglik ostatecznie uciął spekulacje.

 

Oznacza to, że najgłośniejszym pozostaje transfer do Szanghaju Oscara z Chelsea. Brazylijski pomocnik jest najdroższym graczem w dziejach ligi (60 mln funtów). Jego pozyskanie jest bardzo symptomatyczne dla coraz bogatszych rozgrywek, bo przenosi się do Azji w kwiecie wieku (25 lat) i na szczycie piłkarskich umiejętności. Pół roku wcześniej do SIPG przeniósł się z Zenita St. Petersburg za ponad 46 mln funtów inny Brazylijczyk Hulk. Już w pierwszym meczu w nowym klubie doznał urazu, realny wpływ na drużynę będzie miał dopiero teraz, co pokazał w dwóch pierwszych spotkaniach azjatyckiej Ligi Mistrzów. Jego klub wygrał oba spotkania, Hulk strzelił w nich dwa gole, Oscar – jednego. Tercet Canarinhos w SIPG uzupełnia 27-letni Elkeson.

 

Ci dwaj piłkarze, przy obowiązującym limicie czterech zagranicznych graczy w kadrze (ale tylko trzech na boisku, co jest nowym zapisem narzuconym przez Chiński Związek Piłki Nożnej), powinni uczynić z SIPG jednego z głównych faworytów do mistrzostwa. Zresztą to przede wszystkim Brazylijczycy uczynili z Chin piłkarską ziemię obiecaną – na 64 miejsca dla zagranicznych piłkarzy spoza Azji, zajęli 24 miejsca, wskazując tym samym drogę innym. Między innymi Argentyńczykom, którzy stali się bohaterami nie mniej głośnych transferów. Ezequiel Lavezzi porzucił PSG dla Hebei China Fortune już rok temu, ale dał sygnał Carlosowi Tevezowi (zarabia teraz najwięcej na świecie), który wybrał Shanghai Shenhua.

 

W sezonie 2017 zobaczymy na chińskich boiskach aż 14 Europejczyków. M.in. portugalskiego weterana, mistrza Europy sprzed roku Ricardo Carvalho. I o ile on wpisuje się w stereotyp gracza, który chce się dorobić przed emeryturą, przypadek 28-letniego Belga Axela Witsela jest wielce symptomatyczny. Zostawił on właśnie rosyjski Zenit na rzecz Tianjin Quanjian (namówił go trener Fabio Cannavaro), równie głośne było przejście reprezentanta Włoch Graziano Pelle do Shandong Luneng.

 

Gwarancją podniesienia poziomu rozgrywek mają być jednak przede wszystkim trenerzy. I w tym, trzeba przyznać, tkwi największy potencjał, jeśli spojrzymy na nazwiska szkoleniowców, którzy zdecydowali się na przenosiny do Państwa Środka. Nazwisk Andre Villasa-Boasa, Gustavo Poyeta, Luiza Felipe Scolariego czy Manuela Pellegriniego zainteresują nawet średnio zorientowanego fana piłki. Nie bez powodu dyskutuje się też, że lada moment nowe miejsce pracy w Chinach znajdzie wyrzucony z Leicester Claudio Ranieri.

 

Zapewne Chińczycy pozostaną przy ustanowionym właśnie limicie obcokrajowców, koniec końców chodzi im przecież o reprezentację, a dodatkowo wymagają dwóch graczy poniżej 23 lat w kadrze meczowej każdej drużyny i jednego w wyjściowej jedenastce. Boom na Chiny i tak obfite łowy w tym roku mogą jednak skłonić do przenosin gwiazdy jeszcze większego formatu. Chińczykom marzy się wspominany na początku Rooney, Zlatan Ibrahimović i oczywiście Cristiano Ronaldo (już tej zimy dostał kosmiczną ofertę), a na ławce trenerskiej Jose Mourinho. Kto jak kto, ale oni wiedzą, jak zanęcić. Między innymi dlatego sprzedali prawa do transmisji swoich rozgrywek rekordowej liczbie europejskich telewizji, m.in. Polsatowi. Zamierzają też przypuścić ofensywę w social mediach.

 

Tytułu broni sześciokrotny mistrz z rzędu Guangzhou Evergrande, m.in. z Brazylijczykiem Paulinho w składzie, niegdyś grającym w Tottenham oraz… ŁKS. Zespół ten poszukiwał nowych graczy w przerwie zimowej przede wszystkim na rodzimym rynku, pozyskał m.in. Zhanga Chenglina. Kluczową postacią obok Brazylijczyków jest 36-letni kapitan Zheng Zhi, 94-krotny reprezentant Chin. W ostatniej kolejce Ligi Mistrzów zespół ten uratował remis w ostatniej chwili meczu z Koreańczykami, a gola na wagę punktu zdobył Alan. Przed tygodniem Evergrande zdążyło już zdobyć Superpuchar, pokonując Jiangsu Suning 1:0 (gol Alana). Mecz obejrzało blisko 50 tys. kibiców.
Właśnie Jiangsu Suning to trzeci kandydat do mistrzostwa. Ma w swoim składzie Brazylijczyków - znanego z Chelsea Ramiresa oraz znanego z Szachtara Donieck Aleksa Teixeirę. Prowadzi ich koreański trener Choi Yong-Soo, który jeszcze jako piłkarz dawał się we znaki Polakom podczas mundialu 2002.

 

Kto myśli, że pobyt w Chinach to sowicie opłacane miejsce pracy bez wymagań, jest w błędzie. Wielu graczy doświadczyło, jak trudna to liga, a odmienny od europejskiego system kulturowy, sposób podejścia do pracy i bezwzględna podległość wobec przełożonych może okazać się dla wyindywidualizowanych jednostek nie do zniesienia. Wspominał o tym niedawno pochodzący z Estonii reprezentant Australii Erik Paartalu. Spędził w Chinach tylko rok, podobnie jak wielu innych piłkarzy przybywających ze świata. W wywiadzie dla CNN stwierdził, że takiej presji nie odczuwał nigdzie indziej, a grał w wielu klubach. - Dajemy wam pieniądze, chcemy od was wiedzy i umiejętności. Mamy być kiedyś mistrzami świata – miał usłyszeć jeden z menedżerów negocjujący kontrakt Diego Costy z Chelsea, który ostatecznie nie doszedł do skutku. Nie wiadomo, czy Brazylijczyk wystraszył się wymagań, ale być może on jako jeden z nielicznych zdaje sobie sprawę, że jak prezydent Xi Jinping zagra, tak wszyscy muszą tańczyć. Wystarczy wspomnieć, że Xi nadano niedawno przywódczy status należny tylko największym liderom współczesnej historii Chin, m.in. Mao Zedongowi, założycielowi Chińskiej Republiki Ludowej…

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze