Po medal w nowych butach

Inne
Po medal w nowych butach
fot. PAP

Stefan Kraft najlepszy z najlepszych po kolejnym zwycięstwie w Lahti. Tym razem zdobył złoto mistrzostw świata na dużej skoczni. Brązowy medal dla Piotra Żyły.

Austriak był faworytem, obok srebrnego medalisty na mniejszym obiekcie, Niemca Andreasa Wellingera, Kamila Stocha czy norweskich skoczków, którym też wróżono sukces.

Kraft jest piątym w historii, który zdobył mistrzowskie tytuły na obu obiektach. Podobnie jak Adam Małysz w 2003 roku w Predazzo. Austriak w Lahti dołożył do tej wspaniałej złotej kolekcji jeszcze srebrny medal w konkursie mikstów, gdzie panowie tworzą drużynę razem z paniami.

Po pierwszej serii Kraft wyprzedzał o 0,9 pkt Wellingera, i ta kolejność została. Trzeci był Norweg Andreas Stjernen, a za nim mocna, polska grupa pościgowa ze Stochem, Kubackim i Żyłą. Czwarty z naszych skoczków, Maciej Kot był 12 i chyba nikt się nie spodziewał, że zakończy ten konkurs na miejscu szóstym wyprzedzając Stocha, Kubackiego i Prevca.

Strata Stocha do prowadzącego Krafta wynosiła 2,9 pkt , a do trzeciego Stjernena zaledwie 0,3 pkt. Kubacki i Żyła tracili odpowiednio: 3 pkt i 0,4 pkt oraz 4,8 i 2,2 pkt.


Groźny był jeszcze siódmy (tak się wydawało) Peter Prevc, który podobnie jak Kraft, Wellinger, Stoch i Żyła skoczył 127,5 m i od podium dzieliło go 2,4 pkt.

Najdalej w pierwszej serii (129,5 m) poleciał Stjernen, metr bliżej lądował Kubacki, a półtora Prewc. Zapowiadała się więc kapitalna walka o medale i taka była.

Kilku znakomitych zawodników, wśród nich Stoch i Stjernen, straciło jednak w tej finałowej serii swoje medalowe szanse, a Żyła ją wykorzystał.

Być może pomogły mu nowe buty w których skakał za radą Stefana Horngachera, ale i tak najważniejszy był ten najdłuższy lot (131 m). Bez niego nie byłoby medalu i łez szczęścia tego wiecznie żartującego wesołka z Wisły. Tym skokiem zepchnął z podium Stjernena, a do srebra, które wywalczył Wellinger zabrakło mu tylko 1,3 pkt.

Wiatr nie wypaczył zawodów, to nie była loteria jak przewidywano. Miał być zwariowany konkurs, a był sprawiedliwy. I niech tak będzie w sobotę, gdy o medale rywalizować będą najlepsze drużyny, w tym oczywiście Polacy. Ich forma (czterech w pierwszej ósemce na dużej skoczni) gwarantuje wielkie emocje i daje realne nadzieje na wielki sukces, ale nie zapeszajmy, to tylko sport.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze