Czy Boruc wystartowałby z Legii do wielkiej kariery bez pomocy Krzysztofa Dowhania? Trener bramkarzy Legii Warszawa prowadził Boruca w czasie, gdy ten zaczynał karierę w warszawskiej drużynie. Dowhań rozpoczynał wtedy swoją pracę w Legii i można powiedzieć, że jeden promował drugiego.

 

Kiedy wrócił z wypożyczenia do Dolcanu Ząbki, miał 21 lat i rozpoczynaliśmy wspólnie karierę w Legii. Wtedy był szczuplejszy, ale też dużo młodszy. Teraz jest poważnym, 37-letnim mężczyzną, chociaż dla mnie bramkarz w tym wieku wcale nie jest stary i, jeśli nic mu nie dolega, to śmiało może bronić. Przecież Edwin van der Sar miał niemal 39 lat, kiedy rozgrywał fantastyczne mecze w Manchesterze United.

 

Praca z takim talentem musiała być wyzwaniem, zwłaszcza że Boruc to człowiek o silnej osobowości, ale właśnie to, zdaniem Dowhania, oprócz znakomitych umiejętności technicznych, zaprowadziło go na sam szczyt. W Legii presja towarzyszy każdemu od początku, nie ma czasu na etap przejściowy, przyzwyczajanie się, czy błędy. Albo grasz świetnie, albo zaraz cię nie ma.

 

Artur przyszedł do Legii, bo miał talent. Od razu widać było, że to jest osobowość, bardzo silny charakter. Od razu się czuło, że on udźwignie każdy mecz, nie będzie się bał odpowiedzialności za wynik. Do Celticu poszedł na wypożyczenie i okazało się za chwilę, że bez niego Celtic nie istnieje. W Fiorentinie zaczynał jako rezerwowy i szybko wskoczył do pierwszego składu. W Southampton też wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. Osobowość i pewność siebie spowodowały, że zrobił taką karierę. Po meczach czasami go pytałem o jakieś sytuacje i odpowiadał, że nic do niego nie docierało, bo był tak mocno skoncentrowany. W 2008 roku znalazł się na 52. miejscu wśród 100 najlepszych piłkarzy świata. Tylko dwaj bramkarze: Iker Casillas i Gianluigi Buffon było przed nim.

 

Awionetką do syna

 

Boruca albo się kocha, albo nienawidzi (jak choćby kibice Glasgow Rangers). Tych, którzy polskiego bramkarza polubili, było chyba znacznie więcej. Wśród nich jest trener Bogusław Kaczmarek, który był asystentem Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski i pomostem między zawodnikami, a holenderskim selekcjonerem.

 

Spotkaliśmy się w reprezentacji i mam z Arturem bardzo miłe wspomnienia. To jest bardzo uroczy, komunikatywny i pełen dystansu do siebie człowiek i bramkarz. Stanowili bardzo zgrany duet z Michałem Żewłakowem - kreowali postawy w reprezentacji. To także człowiek wyjątkowego serca. Podczas Euro 2008 urodził mu się w Warszawie syn Alex. Artur przyszedł do mnie po meczu z Niemcami i powiedział, że załatwił awionetkę. Chce lecieć i zobaczyć swojego nowo narodzonego syna. Poszedłem do Leo Beenhakkera, bo byłem pomostem między zawodnikami a głównym bossem. Leo początkowo się opierał, powiedział "to są mistrzostwa Europy, jak to będzie odebrane?" Uważałem, że dla Artura wizyta w szpitalu i wzięcie dziecka na ręce, będzie motywacją. Umówiliśmy się, że na określoną godzinę ma wrócić do hotelu. Przyjechał uśmiechnięty i ja pierwszy widziałem na telefonie nagranie jego syna, którego trzymał na rękach.

Boruc był najlepszym polskim piłkarzem podczas Euro 2008.