O godzinie 17 w szranki stanęły dwie pierwsze drużyny – G2 podejmowało Team Vitality. Przegrana najmocniejszej drużyny pierwszej części fazy zasadniczej, czyli formacji Luki „PerkZ” Perkovicia, byłaby tu ogromnym zaskoczeniem. Warto jednak zaznaczyć, że podczas gdy G2 walczyło o zwycięstwo w finałach IEM w Katowicach, Team Vitality mogło poświęcić przerwę w zmaganiach w EU LCS na odpoczynek i spokojny trening. I faktycznie – liderzy grupy A grali w starciu ze zdecydowanie niżej notowanymi rywalami wyglądali na zmęczonych, prezentowali się zaskakująco niepewnie. a w ich poczynaniach znalazło się wiele chaosu. Obydwie mapy jednak podobny, doskonale znany fanom Vitality, scenariusz – zespół całkiem nieźle prezentował się we wczesnej i środkowej fazie gry, podejmując rękawice rzuconą przez G2. Później jednak ekipa Erlenda „Nukeduck” Holma zaczynała się gubić, a błędy rywali doskonale wykorzystywało G2, które nie zmarnowało prezentu. Warto podkreślić, że Vitality sprawiło faworytom zaskakująco wiele problemów, choć nie potwierdza tego ostateczny wynik – 2:0 dla finalistów IEM. G2 umocniło się na pierwszej pozycji w grupie A (7-0), a Vitality pozostało na czwartej lokacie w grupie B (1-5).


W kolejnym meczu zobaczyliśmy tymczasem starcie pomiędzy Splyce i Giants. Zespół Jakoba „YamatoCannon” Mebdi’ego podszedł do tego starcia stosunkowo swobodnie, dzięki czemu na dolnej alei mogliśmy zaobserwować interesujące połączenie Camille Mihaela „Mikyx” Mehle i Ziggsa Kaspera „Kobbe” Kobberupa. To Splyce posiadało inicjatywę na mapie numer jeden i agresywnymi akcjami w dżungli przeciwnika próbowało zdobyć przewagę w tym pojedynku. Giants całkiem sprawnie reagowało na poczynania przeciwników, skutecznie odpowiadając na kolejne manewry Splyce, a kilka zabójstw wpadło na konto Jonasa „Memento” Elmarghichi’ego. Niestety Szwed nie potrafił w pełni wykorzystać otrzymanej szansy - to Splyce miało plan na ten mecz i, pomimo początkowych niepowodzeń, nie ustawało w próbach. Tymczasem Giants miało coraz większe problemy z ofensywą rywali, a pancerz czwartej drużyny grupy A zaczął kruszeć – ataki Splyce zaczęły przynosić korzyści. Zespół złożony z czwórki Duńczyków i Słoweńca zdobył wyraźną przewagę i nie oddał jej już do końca. Podobnie wyglądała zresztą także druga gra. Tym razem jednak Jonas „Trashy” Andersen zamiast dżungli rywali na cel obrał sobie górną aleję. Olof „Flaxxish” Medin został zupełnie odcięty od tego spotkania . Następnie ogromna presja wywierana na toplanera Giants została przeniesiona na całą mapę. Splyce zdominowało przeciwników, raz po raz niszczyło kolejne fortyfikacje rywali i sprawnie zwyciężyło także w tej grze, doprowadzając do wyniku 2-0 w całym spotkaniu… Splyce dołączyło tym samym do walki o czołowe lokaty w grupie B, choć nadal zajmuje trzecie miejsce w tym zestawieniu (5-3). Słabo wygląda sytuacja czwartego w grupie A Giants (1-5).