"Anthony był pięciokrotnym mistrzem świata w wyścigach długodystansowych. Mistrzem, który nie potrzebował rozgłosu. Był profesjonalistą, który był doceniany w padoku. Jego odejście wywołało ogromną pustkę w naszych sercach" - przekazał Suzuki Endurance Racing Team, którego Delhalle był zawodnikiem.

To stało się na torze Gersoi w Nogaro, gdzie czołowe ekipy przygotowują się do nowego sezonu, którego inauguracją będzie legendarny wyścig Le Mans (15-16 kwietnia). Podczas porannej czwartkowej sesji treningowej, Delhalle nie wyrobił się na zakręcie i uderzył w bandę. Francuz doznał rozległych obrażeń wewnętrznych. Służby medyczne nie były w stanie nic zrobić.

 


"Nie ma słów, które mogą opisać coś takiego. Zawsze w takich chwilach napełnia mnie smutek. Tak bardzo kochamy ten sport. Sport, który ciągle zabiera życie zawodnikom. Z jednymi jesteśmy blisko, innych znamy gorzej, ale wszyscy jesteśmy członkami tej samej rodziny. Nie poznałem Cię zbyt dobrze, ale stoczyliśmy wiele fajnych pojedynków na torze. Spoczywaj w pokoju, Anthony! Moje myśli są z Twoją rodziną, której pragnę złożyć kondolencje" - napisał na Facebooku startujący w MotoGP Francuz Loris Baz.

Anthony Delhalle osierocił dwójkę dzieci, dziewczynki - Sophię i Andreę. Był także żonaty z Jessie.