Od zawirowań na szwedzkiej scenie minął zaledwie miesiąc. Wówczas reprezentanci legendarnego fnatic doszli do wniosku, że decyzja o rozstaniu była zbyt pochopna, bo przecież zwycięskiego składu nie powinno się zmieniać. Wspomniana ekipa w przeszłości była zagorzałym konkurentem Virtus.pro i niejednokrotnie stawała Polakom na drodze do zwycięstwa w wielkich turniejach. Wprawdzie fnatic utraciło swoją dawną pozycję, lecz wciąż są groźni, a ich mecze z czołowymi drużynami nadal cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Z pewnością wszyscy miłośnicy CS:GO chętnie zobaczyliby finał Majora z udziałem Szwedów i Polaków. Na to przyjdzie jeszcze czas, a póki co musimy zadowolić się nieco mniej prestiżowymi rozgrywkami ESL Pro League.

 

Virtus.pro podejmowało fnatic na mapach Train oraz Mirage. Wydawałoby się, że Polacy zawsze czuli się pewnie na pierwszej ze wspomnianych aren. Szwedzi niespodziewanie całkowicie kontrolowali przebieg spotkania. Olofmeister i spółka oddali naszym rodakom zaledwie dwie rundy.

 

W tej sytuacji naszą jedyną nadzieją był szybki odwet dający nam remis w dwumeczu. Mało kto po takim upokorzeniu zdołałby podnieść się z kolan. Polacy z chłodną głową podeszli do rewanżu na Mirage i udało im się odwrócić sytuację o 180 stopni. Virtusi przyparli przeciwnika do muru i nie pozwalali na przejęcie inicjatywy. Gromkie brawa należą się Snaxowi, który ustrzelił aż 31 fragów. Janusz bezdyskusyjnie stał się ojcem sukcesu swojej drużyny. Mirage zakończył się wynikiem 16:5.