W czwartek pożegnaliśmy ostatnią polską drużynę w tegorocznej Lidze Mistrzów. Od kilku lat obserwujemy jednak metamorfozę tych prestiżowych rozgrywek, kiedy w szerokiej czołówce znajdowały się m.in. zespoły z Austrii, Hiszpanii, Francji czy też belgijskie Roeselare oraz Noliko. Teraz w stawce liczą się tylko potentanci z gigantycznym budżetem.

- Dopóki CEV będzie sprzedawał prawo do organizacji Final Four z gwarancją udziału drużyny już w tej fazie, to będzie to chore. To ma się nijak do reszty sportu. Piłka ręczna zrobiła to bardzo dobrze: EHF od lat wspópracuje z halą w Kolonii, gdzie sprzedaje się to w kontraktach czteroletnich, a niemieckie kluby i tak tam grają, bo są bardzo silne. CEV powinien zrobić to podobnie: sformułować warunki przetargu na prawo organizacji F4, by była gwarancja pełnych trybun, by był to kraj, w którym siatkówka się liczy. Polska, Włochy, Rosja - wszystko jedno - powiedział Dyrektor ds. Sportu Telewizji Polsat Marian Kmita.

Problem jest także w Polsce. Często zespoły nie chcą brać udziały w europejskich rozgrywkach. - To jest problem, który widać od wielu lat. Ten problem jest bardzo często poruszany na spotkaniach polskich klubów, które się po prostu żalą i mówią, że ich nie stać. Pamiętam ciekawy komentarz ZAKSY: "My mamy najgorzej, bo mamy najdalej. Musimy zapłacić najwięcej za bilety lotnicze". Kogo to powinno obchodzić? Otóż nikogo! Nie może być tak, że ktoś myśli o biletach, mając do zarobienia dwa czy trzy miliony euro - stwierdził Tomasz Redwan, Dyrektor marketingu Eurovolley Poland 2017.

Marian Kmita zwrócił też uwagę na to, że terminy rozgrywania spotkań Ligi Mistrzów są bardzo nieregularne, przez co kibice nie mogą być pewni, kiedy gra ich ulubiona drużyna. - Mecz Resovii jest pod meczem Skry, bo nie da się tego załatwić z CEV, a także rosyjską bądź włoską ekipą, bo każdym ma w tym swój interes. My, jako kraj wiodący w tej dyscyplinie, mamy trzy drużyny grające praktycznie w tym samym czasie - dodał.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.