W niedzielę 26 marca reprezentacja Polski po raz drugi w historii zagra w Czarnogórze. Niecałe pięć lat temu na inaugurację eliminacji mistrzostw świata 2014 zremisowała 2:2 na stadionie pod Goricom. Stawką najbliższego spotkania znów będą punkty el. MŚ, ale tym razem do rosyjskiego mundialu. Po czterech kolejkach Polacy prowadzą w tabeli grupy E, a Czarnogórzanie są na drugim miejscu.

 

Co pana skusiło, aby przenieść się do Czarnogóry? Polacy wcześniej tu nie grali, zresztą sporadycznie występowali dotychczas w Chorwacji, Słowenii czy Albanii.

 

Marcin Garuch: O możliwości gry w tym bałkańskim kraju powiedział mi Vojo Bakrac, z którym kiedyś grałem w Miedzi Legnica. Zależało mi przede wszystkim na regularnych występach, bo przecież w poprzednim sezonie rzadko byłem w składzie Miedzi. Z perspektywy czasu jestem zadowolony, bo gram i mogę odbudować się fizycznie oraz psychicznie. Do tego plusem jest miejsce, w którym mieszkam z żoną i małą córką. To piękna, malownicza nadmorska miejscowość Budva. Po treningach i meczach w spokoju można odpocząć i się zrelaksować.

 

Pana klub nazywa się FK Grbalj Radanovici i do miejscowych potentatów nie jest zaliczany. Jak wygląda stadion i baza treningowa?

 

Stadion o nazwie Donja Sutvara ma tylko jedną trybunę, ale podobnie jest w kilku innych pierwszoligowych drużynach. W Czarnogórze tylko kilka obiektów ma sztuczne oświetlenie. My go nie posiadamy, dlatego gramy w ciągu dnia, a w ogóle nie zdarzyło się nam w tym sezonie rywalizować na wyjazdach przy światłach. Chyba tylko parę meczów toczyło się wieczorem. Do Radanovici przyjeżdżamy na treningi i potyczki ligowe, zaś na co dzień, jak mówiłem, mieszkamy w oddalonej o 15 kilometrów Budvie nad Morzem Adriatyckim.

 

Bazę treningową mamy całkiem przyzwoitą - sztuczne boisko do treningów i trawiaste do meczów ligowych. Może trochę do życzenia pozostawiają szatnie, ale też nie są najgorsze i nie ma co narzekać. Masażysta urzęduje w specjalnie przygotowanym gabinecie, choć wszyscy zdecydowanie bardziej wolą naturalną odnowę biologiczną w postaci kąpieli w Adriatyku. Czekamy na trochę lepszą pogodę.

 

Czarnogóra jest mała, więc zapewne na spotkania o punkty jeździcie w dniu ich rozgrywania.

 

Dwa razy w sezonie udajemy się w przeddzień meczów. Wszędzie jest blisko, a podróże autokarem nie zajmują zbyt wiele czasu. Przy okazji mam możliwość pooglądania pięknej Czarnogóry. Klub jest profesjonalny, dlatego zawsze dwie godziny przed meczem jesteśmy na miejscu.

 

Jakie jest zainteresowanie kibiców i mediów ligowymi rozgrywkami?

 

Na mecze przychodzi zazwyczaj po kilkuset fanów, czyli niewielu. Gazety i portale szeroko analizują każdą kolejkę, w tzw. sportowej sobocie w telewizji pojawiają się bramki z meczów, zawsze zapraszany jest jakiś ekspert, ale generalnie brakuje takiego "opakowania" ekstraklasy jak to ma miejsce przynajmniej w postaci polskiej pierwszej ligi.

 

Poziom, porównując do polskiego, pierwszo- czy raczej drugoligowy?

 

Czołówka czarnogórska to środek tabeli polskiej pierwszej ligi, może niektóre powalczyłyby o coś więcej. Na pewno poziom i cała liga odbierane byłyby inaczej, gdyby oprawa tego wszystkiego była inna.

 

Co pana najbardziej zaskoczyło w miejscowym futbolu?

 

Po pierwsze kontaktowość w grze, a po drugie fakt, że sędziowie potrafią być naprawdę stronniczy. Tego się nie spodziewałem.

 

A jak sobie radzi najniższy piłkarz w Europie (Marcin Garuch mierzy 154 cm) na czarnogórskich boiskach?

 

Myślę, że całkiem nieźle. W lidze strzeliłem jedną bramkę i miałem trzy asysty, do tego dołożyłem po golu i asyście w pucharze. Często wychodzę w podstawowym składzie i czekam na rozwój wydarzeń. Nie wiem czy tu zostanę, nie zaprzątam sobie tym głowy. Na razie koncentruję się na lidze, bo po przerwie na reprezentację czeka nas maraton ośmiu meczów do końca kwietnia w obu rozgrywkach.

 

Granie w Czarnogórze sprawia panu radość, bo trener Miljian Radovic uwielbia atakować...

 

Najczęściej ustawia nas 4-3-3 albo 3-4-3. Chodzi o atrakcyjny futbol, z wieloma sytuacjami i bramkami. Poza nami są jeszcze trzy zespoły grające wysokim pressingiem, co podoba się publiczności.

 

Ilu obcokrajowców jest w FK Grablj?

 

Poza mną jeszcze kilku Serbów i to wszystko. Skład tworzą Czarnogórzanie, a średnia wieku nie przekracza 23 lat. Kilku chłopaków regularnie powoływanych jest do juniorskiej i młodzieżowej reprezentacji.

 

Atmosfera na stadionie w Podgoricy w niedzielę ma być wyjątkowo gorąca.

 

Możliwe, choć osobiście o tym się nie przekonam. Córka ma dopiero 10 miesięcy i zostajemy z całą rodziną w domu, a mecz obejrzymy w telewizji. Co do miejscowych kibiców, będą chcieli pomóc swoim zawodnikom i na pewno będą prowokować polskich piłkarzy. Ale nasi zawodnicy mają już doświadczenie w takich sytuacjach i dadzą radę.